15 maj 2012

Wrocil!

Lemur odebrany z lotniska. Bardzo sie ucieszyl, bo mu wmawialam, ze nie przyjade, bede czekac w domu, bo przeciez odpoczywac musze. Ale przeciez nie moglam tak. No normalnie musialam jechac. Wiazalo sie to niestety w pobodka o 5.00 rano, ale czego sie nie robi z milosci. No i radosc, usmiech i usciski wynagrodzily wszystko.

Lemur zarosniety, spocony (ponad 30 godzin w podrozy), steskniony, ale pelen wrazen. Po intensywnych przywitaniach kontynuowanych w domu, teraz opowiadamy i sluchamy nawzajem opowiesci. I Lemur sie zachwyca pieknem naszego mieszkania! :) Bo oni tam mieszkaja w budkach, dosyc podobnych do brytyjskich. No i padalo duzo, a tu slonce i blekitne niebo. I okrzykom: ale duuuuzo samochodow! Ale wysokie budynki! nie bylo konca.

Prosze jak to sie perspektywa szybko zmienia. Po powrocie z Kuala Lumpur w zeszlym roku, Monachium wydawalo nam sie wioska. :)

A zaraz przystepujemy do planowania miesiecznego wyjazdu do NZ za rok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz