25 maj 2012

Jeeeesteeeem!!!!

Czy ktos sie o mnie martwil? Bo mnie przeciez pare ladnych dni nie bylo! Ale nie martwcie sie, ciagle jeszcze jestem w dwupaku, a przyczyna nieobecnosci nadwyraz prozaiczna - modem nam padl. I dzis dopiero dotarl nowy sprzet, wiec od razu nadrabiam zaleglosci. A dzialo sie naprawde calkiem sporo.

SOBOTA
Gril u Piotra kolegi ze starej pracy, a tam czterotygodniowa Helenka. Jejku jakie to bylo malenstwo! A juz wedlug mamusi calkiem sporo urosla i przytla. Czy noworodki sa naprawde TAKIE male?

Najpierw nie chcielismy jej dotykac, no bo jak cos zrobimy? Ale jak mama chciala skonczyc steka, a mala zaczela kwekac po karmieniu, to sie zdecydowalam, i wzielam. I od razu postanowilam zastosowac metody doktora Karpa. Przycisnelam ja do siebie, raczki wlozylam sobie pod pache (nie chcialam w nic zawijac, bo mama sie wyrazila bardzo sceptycznie co do zawijania, bo jakze to ,przeciez maluchowi jest tam na pewno ciasno i nieprzyjemnie), i zaczelam chodzic i lekko maluchem kolysac gora -dol, i do tego przywiscie szyszanie dosyc glosne. I podzialalo. Budzila sie jeszcze kilka razy, troche byla niespokojna na poczatku, ale po jakichs 15 minutach zasnela snem sprawiedliwego. Alez bylam dumna z siebie!!!

NIEDZIELA
Goscilismy pania fotograf, znaczy sie kolezanke, ktora robi bardzo ladne zdjecia. I za pare euro mialam/mielismy zesje brzuchowa na naszym lozku. I nie tylko. Bo jeszcze fotel sie zalapal ( a na nim ja z arbuzem :)), i lodowka. Byl jesczze pomysl zdjec w wodzie, ale niestety zapomnialam boiler wlaczyc, i nie bylo cieplej wody. Ale nic to, i tak jestem strasznie ciekawa, i na pewno bede zdjecia piekne. Na pewno pokaze, ale pewnie troche potrwa, zanim jes dostane.

PONIEDZIALEK
Taaaaa, to byl dzien proby generalnej. O godzinie 4 rano obudzilam sie przez bolesne skurcze. Po mierzeniu okazalo sie, sie sa wprawdzie dosyc niereguralne, ale tak mniej wiecej co 6-8 minut. I tak to sobie trwalo do ok. 8.00 rano, ja w miedzy czasie zjadlam male conieco, poczytalam, kolo 6.00 polozylam sie i podrzemalam jeszcze. A przy tym bylam bardzo spokojna i wyciszona, normalnie kwiat lotosu na jeziorze. I tylko jedna mysl ciagle powracala: za kika godzin bede trzymac moje dziecko na rekach. :)

Ale wyszlo inaczej, bo kiedy Lemur poszedl do pracy (kazalam mu, powiedzialam, ze to na pewno jeszcze pare godzin potrwa, i jak trzeba bedzie jechac do kliniki, to do niego zadzwonie), poczulam potrzebe udania sie na kibelem. I kiedy z niego wyszlam, to wszystko mi przeszlo. Skurczy jakby nigdy nie bylo. hmmmm, conajmniej dziwne to bylo. Ale wszystko wyjasnilo sie na drugi dzien, jak bylam u poloznej. Jelitka i macica sa dokladnie z tej samen tkanki, i leza tak blisko siebie, ze mocno na siebie nawzajem wplywaja. I dlatego kobiety czesto na poczatku porodu maja rozwolnienie. A u mnie bylo odwrotnie. Bo ja przeciez biore lekarstwa na lekkie przyspieszenie, i wlasnie wypilam to w niedziele po poludniu. Co wywolalo ruchy jelitek po ok. 12 h. A czemu teraz mialo to taki wplyw, a wczesniej nie? Przeciez lekarstwo biore juz od ponad dwoch tygodniu. No bo macica jest gotowa. :) Czyli generalnie moze sie zaczac w kazdej chwili...

A potem caly poniedzialek odsypialam i odpoczywalalm po nocnych wrazeniach

WTOREK
byl spokojny, kolo poludnia wizyta u poloznej na akupunkturze. Nie wiem czy o tym pisalam? Tutaj zalecaja akupunkture 4 tygodnie przed porodem - jedna sesja w tygodniu. Polozne przekonuja ze to dziala, i zmiekcza szyjke macicy, przez co porod jest latwiejszy. Tak wiec chodze. Nie wiem, czy to naprawde dziala, ale na pewno nie zaszkodzi. Dostaje po trzy igly na noge. Bo to w noge sie kluje, a nie.... w pupe na przyklad. :)

SRODA
Wizyta w firmie na obiadku z kolezanka i na odwiedzinach kolegow. Jakos tak sie zlozylo, ze trafilam na ciasto od jednej kolezanki z okazji jej slubu, wiec nie wiem, jak to sie stalo, ale wyszlam po czwartej. :)

CZWARTEK
po meczacej nocy, bo nie moglam spac (tak, mala + spojenie = nieprzespana noc), wiec dzien spedzony na sofie i na ogladaniu filmow. A wieczorem gril w stowarzyszeniu studentow. Wczesniej spotkalismy sie z Lemurem na spacer i lody, a potem poszlismy troche wczesniej pomagac. I znow byl czterotygodniwy maluch - Marysia, ktora od razu dostalam na rece, bo mama miala jeszcze pare rzeczy do przygotowania. I znow  szyszanie, kolysanie podczas chodzenia i  tulenie pomoglo. I tak sobie stalam z maluchem przykrytym kocykiem, i wszyscy myslelil, ze to juz moje. Chyba pietnascie razy musialam odslaniac kocyk, i udowadniac, ze pod nim znajduje sie moj brzuch. No coz, nie moja wina ze taki niepozorny. :)

Wieczor bardzo udany, duzo starych znajomych twarzy, i calkiem sporo dzieciakow. Zmienia sie to nasze towarzystwo, coraz wiecej maluchow.

No i prawie bym zapomniala, ze bylismy u pana doktora. Wszystko zamkniete na amen. Szyjka troche sie skrocila, ale niewiele. Czyli zadnych zmian, i widzimy sie za tydzien. :)

PIATEK
czyli dzis, to byl bardzo udany obiadek z przyjaciolka, i przy okazji oczywiscie wycieczka, Bo zanim sie tam dojedzie, w drodze powrotnej zajrzy do paru sklepow, przejdzie spacerkiem, wypije kawe w parku, to siuup, miajaja cztery godziny. A po powrocie czekal juz na mnie u siasiadki nowy modem, wiec jak tylko udalo mi sie do zaistalowac, to sie nie moge oderwac. Tyle zaleglosci! I do tego planowanie weekendu.

Bo musze wam powiedziec, ze mam zamiar ten weekend, chyba ostatni, albo przedostatni, dosyc intensywnie wykorzysta, szczegolnie, ze pogoda jest wspaniala, sloneczne i wietrzne 24 °, wiec nie ma co siedziec w domu! Tak wiec jutro planujemy male sprzatanie i zakupy, moze jakis spacer, a moze wybierzemy sie na siatkowke w parku? W niedziele spokojna wycieczka w gory. Znaczysie spokojna dla mnie, bo wybieramy sie z wielka ekipa na gorke, na ktora mozna wjechac wyciagiem. I ja i kolazanka-ciezarowka mamy zamiar caly dzien lezec na trawie z przepieknym widokiem, i czekac na ekipe, a potem zjechac i czekac nad jeziorem, az zejda. A LEmur w tym czasie ma zamiar po raz ostatni wybrac sie na klettertsteig. I zabiera jednego kolege, i jada gdzies sie powspinac.

Zeby tego bylo jeszzce malo, to poniedzialek jest wolny, i juz krystalizuja sie plany na piknik. :)

eeeehhhh zyc nie umierac. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz