Zeby nie bylo za wesolo i za dobrze. Wczoraj wybralam sie do firmy, gdzie co dwa tygodnie przychodzi pani masazystka (no to korzystam, bo fajna i niedrogo), przy okazji odwiedzilam kolegow, poszlam z przyjaciolmi na obiad, obkupilam sie w firmowym kiosku w gazetki, i w drodze powrotnej mialam zamiar jeszcze kupic pudelka do mrozenia moich zapasow. I to chyba bylo za duzo wszystkiego dla mojego dzieciecia, szczegolnie, ze ostatnie dni byly rowniez dosyc napiete i intensywne. Od rana juz czulam napiecie w brzuchu, ale sie nie przejmowalam, bo skurcze mam dosyc czesto. Ale teraz bylo inaczej. Brzuch praktycznie przez caly dzien byl twardy, z malutkimi tylko przerwami, szczegolnie w dolnej czesci, tuz nad koscia lonowa. I to tego bol dolnych miesni brzucha i takie niejasne napierajace uczucie w srodku (dokladnie miedzy nogami, dla scislosci :)).
No i w drodze powrotnej z marketu poczlapalam do ginia, bo mnie to troche zaniepokoilo. A przeciez sam mowil, zemy przychodzic jak cos, wiec przyszlam. :) No i sie okazalo, ze skorcze mam lekkie, na CTG wyszly dwa, ale jak tylko polezalam, to sie uspokoilo. A Ginio przy badaniu organoleptycznym tylko wlozyl palucha i zaraz powiedzial:
- oooooo a to juz glowka tak nisko! Bardzo sie pcha! Jest juz w wejsciu do miednicy! I szyjka mocno skrocona.
No to umarlam oczywiscie. No bo przeciez jak glowka jest w wejsciu, to zaraz bedzie w wyjsciu!
- Czyli ze co, panie doktorze? Bede zaraz rodzic?
- No ja nie wiem. Moze sie zaczac jutro, ale moze i za miesiac.
- Ale ja nie moge jutro! Mojego meza jeszcze nie ma!
- Prosze sie nie martwic, tylko wziac podwojny magnez. i lezec, lezec i jeszcze raz lezec. Musimy zredukowac sile ciazenia. Niech sie pani przyzwyczai do lezenia w domu.
No i tak. Leze. Odpoczywam. Wylaczam sile ciazenia, ile sie da.
No nie leze tak calkiem plackiem, bo po pierwsze musze przeciez pare rzeczy zrobic (jakies zakupy, toaleta, jedzenie), no a po drugie, to bym przeciez calkiem zwariowala.
Byloby calkiem przyjemnie, gdyby nie brzucho! No bo ile mozna na boku lezec? Reka mi dretwieje. No i sie ciezko jedna reka klika, albo oglada monitor pod dziwnym kontem. A na plecach? No brzuch przeszkadza! Ksiazka umieszczona miedzy brzuchem a biustem jest za blisko, dostaje zeza. Miedzy brzuchem a nogami troche za daleko, zle widze, no i brzuch zaslania. Na brzuchu troche za wysoko, dostaje skurczu karku. No ja juz sama nie wiem... W sumie jak do tej pory najlepsza posycja, to pollezaca na moim worku do siedzenia. Ale tutaj mamy malutkie wady, ze mnie plecy potem troche bola, i ciezko wstac z tego. Rekompensuje to za to fakt, ze cobie wor wytachalam na trawnik przed blokiem, i zazywam swierzego powietrza, slonca i spiewu ptakow. :) Ale ciezko jest nic nie robic. mowie wam.
No ale przeciez wiadomo, ze jak nie urok, to.... cos innego.
Ale nic to, przezyjemy. Juz widze poprawe. brzucho sie podniosl, i sie juz nie kurczy. Oby tak dalej. Jeszcze dwa tygodnie do powrotu Lemura, MUSIMY wytrzymac. Zoska, slyszysz?????
Ps. Wielkie dzieki dla kolezanki M. (34 tydzien), z ktora musialam odwolac dzisiejszy lunch, a ktora na wiec o przyczynie ugotowala lunch sama i przywiozla go do mnie, i przy plotkach i opowiesciach skonsumowalysmy te pysznosci i poprawilysmy ciastem. :) Fajnie miec takie kolezanki! Wielkie dzieki!
No i w drodze powrotnej z marketu poczlapalam do ginia, bo mnie to troche zaniepokoilo. A przeciez sam mowil, zemy przychodzic jak cos, wiec przyszlam. :) No i sie okazalo, ze skorcze mam lekkie, na CTG wyszly dwa, ale jak tylko polezalam, to sie uspokoilo. A Ginio przy badaniu organoleptycznym tylko wlozyl palucha i zaraz powiedzial:
- oooooo a to juz glowka tak nisko! Bardzo sie pcha! Jest juz w wejsciu do miednicy! I szyjka mocno skrocona.
No to umarlam oczywiscie. No bo przeciez jak glowka jest w wejsciu, to zaraz bedzie w wyjsciu!
- Czyli ze co, panie doktorze? Bede zaraz rodzic?
- No ja nie wiem. Moze sie zaczac jutro, ale moze i za miesiac.
- Ale ja nie moge jutro! Mojego meza jeszcze nie ma!
- Prosze sie nie martwic, tylko wziac podwojny magnez. i lezec, lezec i jeszcze raz lezec. Musimy zredukowac sile ciazenia. Niech sie pani przyzwyczai do lezenia w domu.
No i tak. Leze. Odpoczywam. Wylaczam sile ciazenia, ile sie da.
No nie leze tak calkiem plackiem, bo po pierwsze musze przeciez pare rzeczy zrobic (jakies zakupy, toaleta, jedzenie), no a po drugie, to bym przeciez calkiem zwariowala.
Byloby calkiem przyjemnie, gdyby nie brzucho! No bo ile mozna na boku lezec? Reka mi dretwieje. No i sie ciezko jedna reka klika, albo oglada monitor pod dziwnym kontem. A na plecach? No brzuch przeszkadza! Ksiazka umieszczona miedzy brzuchem a biustem jest za blisko, dostaje zeza. Miedzy brzuchem a nogami troche za daleko, zle widze, no i brzuch zaslania. Na brzuchu troche za wysoko, dostaje skurczu karku. No ja juz sama nie wiem... W sumie jak do tej pory najlepsza posycja, to pollezaca na moim worku do siedzenia. Ale tutaj mamy malutkie wady, ze mnie plecy potem troche bola, i ciezko wstac z tego. Rekompensuje to za to fakt, ze cobie wor wytachalam na trawnik przed blokiem, i zazywam swierzego powietrza, slonca i spiewu ptakow. :) Ale ciezko jest nic nie robic. mowie wam.
No ale przeciez wiadomo, ze jak nie urok, to.... cos innego.
Ale nic to, przezyjemy. Juz widze poprawe. brzucho sie podniosl, i sie juz nie kurczy. Oby tak dalej. Jeszcze dwa tygodnie do powrotu Lemura, MUSIMY wytrzymac. Zoska, slyszysz?????
Ps. Wielkie dzieki dla kolezanki M. (34 tydzien), z ktora musialam odwolac dzisiejszy lunch, a ktora na wiec o przyczynie ugotowala lunch sama i przywiozla go do mnie, i przy plotkach i opowiesciach skonsumowalysmy te pysznosci i poprawilysmy ciastem. :) Fajnie miec takie kolezanki! Wielkie dzieki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz