27 maj 2012

weekend

Dzien Mamy minal nawet nie wiem kiedy. Jak to sobota, bylo pracowicie, ale byla tez i nagroda. Wybralismy sie na spacer nad rzeke i do biergartenu na precelka. To Lemur mi takie atrakcje na dzien mamy zapewnil, a poniewaz mialam kiepsku humor, to przez caly dzien calowal, rozsmieszal, zagadywal, no i oczywiscie sam posprzatal. Choc ja nie dalam sie tak calkiem wykluczyc, i choc okno jedno umylam. :)

A Zoska na dzien mamy ograniczyla sie do rozciagania mojego spojenia. A jest to prezent nielada, bo dzieki temu na pewno bedzie mi latwiej urodzic. :) Tak cora mysli o mamie! :)

A dzis?

Eeehhh to byl piekny dzien. Nie uwierzycie, ale tydzien przed terminem wybralam sie w gory. :) A co! Lemur poszedl sobie na klettersteig, to ja mam sama w domu siedziec? Choc wlasnie on by tak wolal. Bo przeciez w domu bezpieczniej. Ale to nieprawda, bo pojechalam z druga ciezarowka, i ona bardzo na mnie uwazala, jej maz byl gotowy w kazdej chwili jechac do szpitala. Plan awaryjny mielismy ustalony na kazda mozliwa sytuacje, jaka nam przyszla do glowy.

Wiec ekipa byla olbrzymia, chyba 15 osob, oni sobie wedrowali na nozkach do gory, a ciezarowki wyjechaly kolejka. Kolo stacji wyciagu byla chata z restauracja, i dalej jeszcze ok pol godziny na szczyt. Wiec my sobie podreptalysmy w strone szczytu, tak z 10 minut, i podziwialysmy po drodze widoki. A podziwiac bylo co, bo to byla jedna z najbardziej widokowych gor, stojaca miedzy dwoma lazurowymi jeziorami, i z przepiekna panorama Alp. Potem byl Kaiserschmarrn (o niebiosa, jakie to bylo dobre!!!), taki rodzaj racucha z cukrem pudrem i musem jablkowym. Mniam. No i do tego pogaduchy z druga ciezarowka, wymiana doswiadczen, dolegliwosci, hostorii i obaw, no i oczywiscie rozterek zwiazkowych. Nie ma to jak rozmowa z kims, kto cie rozumie! :)


25 maj 2012

Jeeeesteeeem!!!!

Czy ktos sie o mnie martwil? Bo mnie przeciez pare ladnych dni nie bylo! Ale nie martwcie sie, ciagle jeszcze jestem w dwupaku, a przyczyna nieobecnosci nadwyraz prozaiczna - modem nam padl. I dzis dopiero dotarl nowy sprzet, wiec od razu nadrabiam zaleglosci. A dzialo sie naprawde calkiem sporo.

SOBOTA
Gril u Piotra kolegi ze starej pracy, a tam czterotygodniowa Helenka. Jejku jakie to bylo malenstwo! A juz wedlug mamusi calkiem sporo urosla i przytla. Czy noworodki sa naprawde TAKIE male?

Najpierw nie chcielismy jej dotykac, no bo jak cos zrobimy? Ale jak mama chciala skonczyc steka, a mala zaczela kwekac po karmieniu, to sie zdecydowalam, i wzielam. I od razu postanowilam zastosowac metody doktora Karpa. Przycisnelam ja do siebie, raczki wlozylam sobie pod pache (nie chcialam w nic zawijac, bo mama sie wyrazila bardzo sceptycznie co do zawijania, bo jakze to ,przeciez maluchowi jest tam na pewno ciasno i nieprzyjemnie), i zaczelam chodzic i lekko maluchem kolysac gora -dol, i do tego przywiscie szyszanie dosyc glosne. I podzialalo. Budzila sie jeszcze kilka razy, troche byla niespokojna na poczatku, ale po jakichs 15 minutach zasnela snem sprawiedliwego. Alez bylam dumna z siebie!!!

NIEDZIELA
Goscilismy pania fotograf, znaczy sie kolezanke, ktora robi bardzo ladne zdjecia. I za pare euro mialam/mielismy zesje brzuchowa na naszym lozku. I nie tylko. Bo jeszcze fotel sie zalapal ( a na nim ja z arbuzem :)), i lodowka. Byl jesczze pomysl zdjec w wodzie, ale niestety zapomnialam boiler wlaczyc, i nie bylo cieplej wody. Ale nic to, i tak jestem strasznie ciekawa, i na pewno bede zdjecia piekne. Na pewno pokaze, ale pewnie troche potrwa, zanim jes dostane.

PONIEDZIALEK
Taaaaa, to byl dzien proby generalnej. O godzinie 4 rano obudzilam sie przez bolesne skurcze. Po mierzeniu okazalo sie, sie sa wprawdzie dosyc niereguralne, ale tak mniej wiecej co 6-8 minut. I tak to sobie trwalo do ok. 8.00 rano, ja w miedzy czasie zjadlam male conieco, poczytalam, kolo 6.00 polozylam sie i podrzemalam jeszcze. A przy tym bylam bardzo spokojna i wyciszona, normalnie kwiat lotosu na jeziorze. I tylko jedna mysl ciagle powracala: za kika godzin bede trzymac moje dziecko na rekach. :)

Ale wyszlo inaczej, bo kiedy Lemur poszedl do pracy (kazalam mu, powiedzialam, ze to na pewno jeszcze pare godzin potrwa, i jak trzeba bedzie jechac do kliniki, to do niego zadzwonie), poczulam potrzebe udania sie na kibelem. I kiedy z niego wyszlam, to wszystko mi przeszlo. Skurczy jakby nigdy nie bylo. hmmmm, conajmniej dziwne to bylo. Ale wszystko wyjasnilo sie na drugi dzien, jak bylam u poloznej. Jelitka i macica sa dokladnie z tej samen tkanki, i leza tak blisko siebie, ze mocno na siebie nawzajem wplywaja. I dlatego kobiety czesto na poczatku porodu maja rozwolnienie. A u mnie bylo odwrotnie. Bo ja przeciez biore lekarstwa na lekkie przyspieszenie, i wlasnie wypilam to w niedziele po poludniu. Co wywolalo ruchy jelitek po ok. 12 h. A czemu teraz mialo to taki wplyw, a wczesniej nie? Przeciez lekarstwo biore juz od ponad dwoch tygodniu. No bo macica jest gotowa. :) Czyli generalnie moze sie zaczac w kazdej chwili...

A potem caly poniedzialek odsypialam i odpoczywalalm po nocnych wrazeniach

WTOREK
byl spokojny, kolo poludnia wizyta u poloznej na akupunkturze. Nie wiem czy o tym pisalam? Tutaj zalecaja akupunkture 4 tygodnie przed porodem - jedna sesja w tygodniu. Polozne przekonuja ze to dziala, i zmiekcza szyjke macicy, przez co porod jest latwiejszy. Tak wiec chodze. Nie wiem, czy to naprawde dziala, ale na pewno nie zaszkodzi. Dostaje po trzy igly na noge. Bo to w noge sie kluje, a nie.... w pupe na przyklad. :)

SRODA
Wizyta w firmie na obiadku z kolezanka i na odwiedzinach kolegow. Jakos tak sie zlozylo, ze trafilam na ciasto od jednej kolezanki z okazji jej slubu, wiec nie wiem, jak to sie stalo, ale wyszlam po czwartej. :)

CZWARTEK
po meczacej nocy, bo nie moglam spac (tak, mala + spojenie = nieprzespana noc), wiec dzien spedzony na sofie i na ogladaniu filmow. A wieczorem gril w stowarzyszeniu studentow. Wczesniej spotkalismy sie z Lemurem na spacer i lody, a potem poszlismy troche wczesniej pomagac. I znow byl czterotygodniwy maluch - Marysia, ktora od razu dostalam na rece, bo mama miala jeszcze pare rzeczy do przygotowania. I znow  szyszanie, kolysanie podczas chodzenia i  tulenie pomoglo. I tak sobie stalam z maluchem przykrytym kocykiem, i wszyscy myslelil, ze to juz moje. Chyba pietnascie razy musialam odslaniac kocyk, i udowadniac, ze pod nim znajduje sie moj brzuch. No coz, nie moja wina ze taki niepozorny. :)

Wieczor bardzo udany, duzo starych znajomych twarzy, i calkiem sporo dzieciakow. Zmienia sie to nasze towarzystwo, coraz wiecej maluchow.

No i prawie bym zapomniala, ze bylismy u pana doktora. Wszystko zamkniete na amen. Szyjka troche sie skrocila, ale niewiele. Czyli zadnych zmian, i widzimy sie za tydzien. :)

PIATEK
czyli dzis, to byl bardzo udany obiadek z przyjaciolka, i przy okazji oczywiscie wycieczka, Bo zanim sie tam dojedzie, w drodze powrotnej zajrzy do paru sklepow, przejdzie spacerkiem, wypije kawe w parku, to siuup, miajaja cztery godziny. A po powrocie czekal juz na mnie u siasiadki nowy modem, wiec jak tylko udalo mi sie do zaistalowac, to sie nie moge oderwac. Tyle zaleglosci! I do tego planowanie weekendu.

Bo musze wam powiedziec, ze mam zamiar ten weekend, chyba ostatni, albo przedostatni, dosyc intensywnie wykorzysta, szczegolnie, ze pogoda jest wspaniala, sloneczne i wietrzne 24 °, wiec nie ma co siedziec w domu! Tak wiec jutro planujemy male sprzatanie i zakupy, moze jakis spacer, a moze wybierzemy sie na siatkowke w parku? W niedziele spokojna wycieczka w gory. Znaczysie spokojna dla mnie, bo wybieramy sie z wielka ekipa na gorke, na ktora mozna wjechac wyciagiem. I ja i kolazanka-ciezarowka mamy zamiar caly dzien lezec na trawie z przepieknym widokiem, i czekac na ekipe, a potem zjechac i czekac nad jeziorem, az zejda. A LEmur w tym czasie ma zamiar po raz ostatni wybrac sie na klettertsteig. I zabiera jednego kolege, i jada gdzies sie powspinac.

Zeby tego bylo jeszzce malo, to poniedzialek jest wolny, i juz krystalizuja sie plany na piknik. :)

eeeehhhh zyc nie umierac. :) 

18 maj 2012

spojenie

Rogal  do karmienia jest teraz jeszcze czesniej w uzytki. I do tego jest poddawany niezlym akrobacjom. Bo co druga noc musze kombinowac, i moszcze sobie nastepujace legowisko: jeden koniec w poprzek lozka, i cienki, czyli kuleczki przesypujemy w drugi koniec. To jest pod pupe. A ten drugi grubszy koniec tez lezy wzdluz tego pierwszego. To pod kolana.

A po co to wszystko? Bo mnie sie moi panstwo spojenie lonowe rozchodzi. I boli. I na lezaco sie nasila, dlatego zalecane jest lezenie z pupa troche podniesiana, coby nacisk malucha zmniejszyc. Jesli oczywiscie mozna na plecach .- ja na szczescie moge. Tak mnie uswiadomila moja polozna, bo ja do tej pory myslalam, ze to ciagle miesnie tak mi daja do wiwatu. Ale bol jest zbyt ostry, bardzo centralnie i nisko odczuwalny, no i nastepuje, jak mala sie kreci. A dokladniej, jak wkreca glowke do miednicy. Bo uwaga, mala jest juz gleboko i mocno w miednicy! Przygotowana do wyjscia!

No ale przyjdzie jej jeszcze troche poczekac, bo szyjka jakos powoli sie skraca, jak do tej pory mamy 3,5 cm z 4,5cm - to stan z poniedzialkowej wizyty. Wiec jeszcze troche musi ubyc, czyli najprawdopodobniej urodzimy w terminie. A moze nawet troche po?

A tak swoja droga, to wlasnie do mnie dotarlo, jaki to jest wysilek dla organizmu, takiego czlowieka przez ta waskie przejscie przecisnac. Ze normalnie nawet kosci sie rozchodza. Jak to sobie natura wymyslila - miednica to nie jest jedna kosc, tylko z przodu polaczona chrzastka, ktora sie przed porodem i w trakcie rozchodzi. Brrrrr, ale to bedzie bolec. Juz teraz boli jak diabli. Ale nic to, nie myslimy o tym. I mam nadzieje, ze moj organizm sie przygotuje sam jak nalezy.

15 maj 2012

Wrocil!

Lemur odebrany z lotniska. Bardzo sie ucieszyl, bo mu wmawialam, ze nie przyjade, bede czekac w domu, bo przeciez odpoczywac musze. Ale przeciez nie moglam tak. No normalnie musialam jechac. Wiazalo sie to niestety w pobodka o 5.00 rano, ale czego sie nie robi z milosci. No i radosc, usmiech i usciski wynagrodzily wszystko.

Lemur zarosniety, spocony (ponad 30 godzin w podrozy), steskniony, ale pelen wrazen. Po intensywnych przywitaniach kontynuowanych w domu, teraz opowiadamy i sluchamy nawzajem opowiesci. I Lemur sie zachwyca pieknem naszego mieszkania! :) Bo oni tam mieszkaja w budkach, dosyc podobnych do brytyjskich. No i padalo duzo, a tu slonce i blekitne niebo. I okrzykom: ale duuuuzo samochodow! Ale wysokie budynki! nie bylo konca.

Prosze jak to sie perspektywa szybko zmienia. Po powrocie z Kuala Lumpur w zeszlym roku, Monachium wydawalo nam sie wioska. :)

A zaraz przystepujemy do planowania miesiecznego wyjazdu do NZ za rok.

13 maj 2012

Zoska szaleje, a gosc sudokuje

Kolejna ciezka noc za nami. Tym razem mala tak strasznie sie wiercila, ze az to bylo bolesne. Wypinala jakas czesc swego cialka, chyba kuperek, tuz nad koscia lonowa, i straaaasznie napinala mi tam wszystkie miesnie, ktore normalnie dosyc nieruchawe sa. I takie balety trwaly tak okolo trzy godziny. Przez caly dzien byla dosyc spokojna (cisnienie?), wiec wieczorkiem sobie odbila, nie zwazajac na protesty mamy. A co! W koncu to ona ma tam ciasno i niewygodnie, a mama sobie lezy w piernatach, wiec trzeba troche dac do wiwatu! Sprawiedliwosc musi byc! I dobrze corko, niech sobie nie mysle, ze z toba tak rozowo-cukierkowo bedzie. A pewnie. Przygotowuj juz teraz matke do tego co bedzie. Niech sie nie ludzi.

A tak z innej beczki, to dolegliwosci troche ustepuja, smaruje grzecznie, nie napinam sie, lekarstwa przyspieszajace pije, wiec jest efekt. I oby jak najszybciej, niech sie to do porodu (a nie wesela :)) zagoi.

A pozatym to Lemur juz za dwa dni przylatuje! Na ostatni weekend mam goscia z Insbrucka, naszego kochanego Czarka, ktorego nazywamy naszym adoptowanym dzieckiem. Bo byl czas, ze strasznie czesto sie widzielismy, kiedy jeszcze mieszkal w Monachium. A ze sie super dogadywalismy, to z obu stro byla to czysta przyjemnosc. Wiec razem gralismy w planszowki, jezdzilismy w gory, chodzilismy na imprezy i grile. Troche nam go brakowalo, jak wrocil do Manchesteru konczyc doktorat, ale na szczescie kazdy doktorat kiedys sie konczy, i Czaro dostal Postdocka w Insbrucku! Wiec jest troche blizej nas, i widujemy sie regolarnie. Wprawdzie nie tak czesto jak kiedys, ale i tak nie jest zle. I kochany Czarek postanowil mi dotrzymac towarzystwa w ostatni samotny weekend. Wczoraj przez pol dnia rozwiazywalismy razem sudoku online :). Potem gotowalismy, a zaraz bedziemy przyjmowac gosci, i czestowac ich naszym gulaszem. I oczywiscie GRAC! Tym razem w Dominiona. :)
 

11 maj 2012

c.d.

Z lini frontu dolegliwosciowego.

Jak mi sie wczoraj pogorszylo, wybralam sie do apteki, w celu zakupienia masci Heparin, ktora w necie jest polecana jako najlepszy srodek na trombozy. A pani aptekarka oczywiscie sie przejela, zaczela szukac, i znalazla, ze nie tylko nie mozna tego na blony sluzowe, to jeszcze niet dla ciezarnych (alkohol chyba). I wystraszyla mnie, kazala jak najszybciej isc do lekarza.

W sumie pomyslalam, ze nie zaszkodzi, szczegolnie, ze w ciagu pietnastu minut mialam skierowanie od ginia do proktologa, i termin za polgodziny u bardzo dobrego fachowca, gdzie na naormalny termin musialabym czekac do  polowy czerwca, a ja mialam szczescie, bo ktos zrezygnowal.

Pan doktor po jednym spojrzeniu potwierdzil moja diagnoze - Analtromboze - i przepisal Heparin. :)

I po co komu lekarze jak jest internet??? :)

No ale trzeba przyznac, ze pan doktor mnie uspokoil, powiedzial, ze nie trzeba ciac, samo zniknie, ze u ciezarnych to jest czeste, ze nie wiadomo jak bedzie przy porodzie, czy sie pogorszy, pojawi nowe - tego nikt nie wie. Ale po porodzie jak cos, to przyjsc jeszcze raz. A na razie brac dalej regularnie Movicol, i trzy razy dziennie duuuuzo Heparinu. I pokazal nawet jak to robic. Na gaze (od razu przepisal wielkie pudelko) wycisnac masc w ilosci malego orzecha wloskiego, wlozyc gdzie boli i tak sobie z tym chodzic. Zmieniac trzy razy dziennie.

Tak wiec prosze zmienic sobie wizje wieloryba z lodem w pupie, na wieloryba z gazikiem w tymze miejscu. :)

10 maj 2012

Dolegliwosci? Ale o co chodzi???

Idzie sobie wyluzowana ciezarna przez cmentarz, i spotyka ducha umeczonej ciezarnej.
- uhuuuu, jakie masz dolegliwosci ciazowe? - pyta duch umeczonej.
- no nie mam zadnych! odpowiada wyluzowana
- NO TO MASZ!!!!


tjaaaaa, taka parafraza dowcipu o garbie mi sie nasunela. Prawo Murphiego normalnie. Ledwie sie czlwiek pochwali, ze super, ze zadnych dolegliwosci, to buch!

Uwaga ludziska, moze byc niesmacznie, wiec wrazliwi niech nie czytaja. Ale blog ma byc pamietnikiem, wiec nic ukrywac nie bede.

Ze lekkie zatwardzenia mialam, jakos mnie do tej pory nie przerazalo. Radzilam sobie calkiem niezle, rozne medykamenta wyprobowalam, szczegolnie jedno (Movicol) fukncjnowalo calkiem niezle, wiec dodatkowo staralam sie pic wiecej, odzywiam sie tak czy inaczej zdrowo, wiec jakos to szlo. Byly dni, gdzie trzebabylo troche powalczyc, ale z regoly sie udawalo. Czasem bylo tylko troche bolesnie.... Czy ja powidzialam bolesnie?  No sorryyyyyy.... Ja az do wczoraj NIC nie wiedzialam, co to znaczy BOL w tamtych koncowych regionach. Luuudzie. Po wczorajszej defekacji (fajne slowo, nie?) poczulam bol tak potworny, ze mi sie slabo zrobilo. No hemoroidy, jak nic. Ale poszukalam troche w necie, i sie okazalo, ze nie! Hemoroidy sa besbolesne! Nieprzyjemne, troche uciskaja, ale nie bola. No i nie powstaja tak szybko, tylko tworza sie latami. Ja mam cos innego. Powstaje szybko, boli cholernie, goi sie samo (ale trwaaaa tydzien albo dwa), po ciazy juz nie wraca. I nie wiem jak sie po polsku nazywa, bo jest to czesto mylone z hemoroidami. znalazlam zylak, zakrzem lub guz odbytu. (wiem, brzmi ble. i takie tez jet)

Zaraz ide po masc do apteki. Ale juz mi troche przechodzi. Robilam oklady z lodu. I prosze, nie pytajcie jak. I nie probujcie sobie wobrazac, jak wyglada wieloryb lezacy na boku z lodem w d...

No ale to jeszcze nie koniec dolegliwosci. Poniewaz ja, obczytana w rady i opisy internetowe, postanowilam zwiekszyc ilosc przyjmowanych napojow, w celu ulatwienia defekacji. I wypilam tak z 1,5 litra w dwie godziny. I co?

Przez pol nocy wilam sie w bolach, poniewaz moje nerki nie wyrabialy a mala dodatkowo uciskala na moczowod i sie robil korek w nerce. Wiec przewracalam sie z jednego boku na drugi i probowalam przepchnac mala na druga strone ( bo ona lezy plecami po lewej, i wlasnie na lewa nerke uciska). Mowie wam jaka to fajna zabawa szukac jakiejs czesci ciala dziecka przez skore, probowac ja uchwycic i przesunac w inna strone. I potem trzymac, zeby nie wrocila na lewy bok.

Okrotnie to brzmi, prawda? Straszna matka ze mnie... Tak sie znecac nad nienarodzonym dzieckiem. Ale powiadam wam, niech zamilkna wszyscy, ktorzy nie doswiadczyli bolu nerek, bo NIE MACIE POJECIA!!! Ryczalam, kwililam, wilam sie, przestawalam oddychac, robilo mi sie czarno przed oczami. Porod nie moze byc gorszy. A najfajniejsze bylo, jak mala w koncu na chwile odblokowala to co zatykala, i normalnie slyszalam i czulam takie bulbulbulkb, i zaraz trzeba bylo na kibelek. A pozycja wertykalna nie dobra byla, na kibleku bol wracal, wiec do lozka sie czolgalam, albo na czworaka wracalam. Tak to trwalo z przerwami chyba cztery godziny. A potem sie uspokoilo.

Dzis juz lepiej i mowie wam, jak ja sie super czuje! Nery przeszly, zakrzep sie troche cofnal (na tyle, ze siedziec moge :)). A ze do tego slonce swieci, pogoda piekna, wiec zakladam kiece, i lece z kolezanka na kawke. A co? Trzeba kozystac z chwilowego braku dolegliwosci!!!


Aaaaa no i jeszcze jedna nowinka. Zle liczylismy z Lemurem, znaczysie od z datami namieszal, i sie okazalo, ze on juz 14-ego rano wylatuje, i dzieki zmianie czasu bedzie tu juz we wtorek rano! Jeszcze tylko 4 dni!!!! Juhu!!!

Tym optymistycznym akcentem...

7 maj 2012

Tydzien 36

No znalazlam nasz stary aparat! Wiec zaraz focie zrobilam, co by upamietnic to i owo. :)



Wzrost: ok 167 cm - bez zmian
Waga: 68 kg - 12 kg na plusie. Hmmmm, jakos tak malo w ostatnim miesiacu przytylam. No ja sie tam ciesze, ale czy maluch aby na pewno zdrowo rosnie? Pan Ginio jakos obiekcji nie mial, wiec sie nie przemujemy. A sadzac po kopniakach, to silny skubaniec jest, miesnie ma. :)

 Obwód w biuscie: 94 cm  - uuuuuu - przybylo. Wylewamy sie z miseczek. Dlatego tez zostaly zamowione trzy biustonosze do karmienia (takie z klapka otwierana) w rozmiarze - uwaga - 75D!!!!!

Obwód brzucha: 102 cm -!!!!! mierzone tuz pod pepkiem, bo tu jestem najgrubsza.

Jak widac na zdjeciu brzuchacz jest konkretny. I jest nisko. Pupa jest na wysokosci pepka, gora brzucha chyba dla rownowagi sie naciaga. :) A glowka, no coz, glowka jest gleeeeeboooookooooo. :)

Ale wyczytalam w madrym internecie, ze to ok 36 tygodnia jest normalne u pierworodek. Wiec sie nie przejmujemy, i polegujemy.

A z nowosci, to udalo mi sie za pare groszy dostac nakladke do przewijania na pralke. Normalnie to kosztuje ok 60€, a ja znalazlam uzywane w internecie za 17€. :) i zeby nie bylo, bo nakladka brzmi tak niewinnie, to jest kawal dechy o wymiarach 80cm na 90cm i brzegu na ok 5cm. Taka wielka stolnica. Trzeba bylo troche w lazience poprzestawiac, ale sie zmiescila.

A co tam, jak mam aparat, to wam nawet fotke wrzuce.

 A to macie tez z rozpedu moj fotel bujany:


I jeszcze dla pamieci (dla mnie, ale zapraszam do lektury), link do bardzo interesujacego artykulu na temat rodzicielstwa wg. Montessori.


http://www.montessoriwdomu.pl/Radosne_rodzicielstwo.html

I list dziecka montessori do rodzica (ang.)

http://mariamontessori.com/mm/?p=1674

6 maj 2012

Internet zrodlem wiedzy

Sluchajcie, rozmawialam dzis z Lemurem i oboje zczelismy liczyc, i ja zle liczylam! On nie wraca 18.05 tylko 14.05 rano! Wiec jeszcze tylko 8 dni! Damy rade. A jest juz jakby lepiej. Mam taka teorie (jak zwykle). Bo wczoraj byla pelnia ksiezyca. Czy to mozliwe, ze to przyciaganie ksiezycowe tak na Zoske dzialalo? No bo sie ciagle slyszy, ze w pelnie sie najwiecej dzieci rodzi. Wiec moze i moja zoska zew uslyszala, ale ze przyciaganie ksiezycowe zredukowalismy o sile grawitacji, to sie nie udalo... Ciekawe...

No ale w kazdym razie bardzo pozytecznie czas spedzam, nie myslcie sobie. Generalnie wydajac pieniadze.  Na Same Wazne Rzeczy. Jak na ten przyklad sukienki letnie pociazowe. Albo biustonosze do karmienia, tudziec podkladke do przewijania lub czarodziejski zawijak.

I plywajac po internecie szukam roznych ciekawych informacji, a inne znajduja sie przy okazji same.

Ze na tez przyklad podam sapytanie, ktore ostatnio intensywnie w roznych wersjach stawialam panu G..gle. A mianowicie, kiedy niemowle zaczyna oddychac? No ze po porodzie to wiem. Ale co jest tym czynnikiem wywolujacym oddech? Czy to jakies hormony? Cos w organizmie malucha? Dotyk powietrza na skorze (tak uslyszalam na kursie rodzenia)? Zmiana temperatury powietrza? Jedno jest pewne, u dzieci z cesarki woda z pluc musi byc odessana mechanicznie, a przy naturalnym porodzie wiekszosc jest wyciskana podczas podoru, a resztki wchlaniane przez kanaliki plucne. Ale skad dziecko wie, ze ma nabrac powietrza, a wczesniej tego nie wiedzialo?

Jeszcze nie znalazlam odpowiedzi na to pytanie.

Ale na przyklad sie dowiedzialam, ze maluchy maja tzw. Reflex MORO, ktory sprawia, ze jak maja jakas potrzebe, to ja sygnalizuja placzem. I to na takim poziomie, ze dorosly czlowiek nie ma szansy wytrzymac tego dluzej, i przybiega potrzebe spelnic. Sprytne, nie?

Ide dalej szukac ciekawych informacji.

4 maj 2012

I znow lezymy

Zeby nie bylo za wesolo i za dobrze. Wczoraj wybralam sie do firmy, gdzie co dwa tygodnie przychodzi pani masazystka (no to korzystam, bo fajna i niedrogo), przy okazji odwiedzilam kolegow, poszlam z przyjaciolmi na obiad, obkupilam sie w firmowym kiosku w gazetki, i w drodze powrotnej mialam zamiar jeszcze kupic pudelka do mrozenia moich zapasow. I to chyba bylo za duzo wszystkiego dla mojego dzieciecia, szczegolnie, ze ostatnie dni byly rowniez dosyc napiete i intensywne. Od rana juz czulam napiecie w brzuchu, ale sie nie przejmowalam, bo skurcze mam dosyc czesto. Ale teraz bylo inaczej. Brzuch praktycznie przez caly dzien byl twardy, z malutkimi tylko przerwami, szczegolnie w dolnej czesci, tuz nad koscia lonowa. I to tego bol dolnych miesni brzucha i takie niejasne napierajace uczucie w srodku (dokladnie miedzy nogami, dla scislosci :)).

No i w drodze powrotnej z marketu poczlapalam do ginia, bo mnie to troche zaniepokoilo. A przeciez sam mowil, zemy przychodzic jak cos, wiec przyszlam. :) No i sie okazalo, ze skorcze mam lekkie, na CTG wyszly dwa, ale jak tylko polezalam, to sie uspokoilo. A Ginio przy badaniu organoleptycznym tylko wlozyl palucha i zaraz powiedzial:

- oooooo a to juz glowka tak nisko! Bardzo sie pcha! Jest juz w wejsciu do miednicy! I szyjka mocno skrocona.

No to umarlam oczywiscie. No bo przeciez jak glowka jest w wejsciu, to zaraz bedzie w wyjsciu!

- Czyli ze co, panie doktorze? Bede zaraz rodzic?

- No ja nie wiem. Moze sie zaczac jutro, ale moze i za miesiac.

- Ale ja nie moge jutro! Mojego meza jeszcze nie ma!

- Prosze sie nie martwic, tylko wziac podwojny magnez. i lezec, lezec i jeszcze raz lezec. Musimy zredukowac sile ciazenia. Niech sie pani przyzwyczai do lezenia w domu.

No i tak. Leze. Odpoczywam. Wylaczam sile ciazenia, ile sie da.

No nie leze tak calkiem plackiem, bo po pierwsze musze przeciez pare rzeczy zrobic (jakies zakupy, toaleta, jedzenie), no a po drugie, to bym przeciez calkiem zwariowala.

Byloby calkiem przyjemnie, gdyby nie brzucho! No bo ile mozna na boku lezec? Reka mi dretwieje. No i sie ciezko jedna reka klika, albo oglada monitor pod dziwnym kontem. A na plecach? No brzuch przeszkadza! Ksiazka umieszczona miedzy brzuchem a biustem jest za blisko, dostaje zeza. Miedzy brzuchem a nogami troche za daleko, zle widze, no i brzuch zaslania. Na brzuchu troche za wysoko, dostaje skurczu karku. No ja juz sama nie wiem... W sumie jak do tej pory najlepsza posycja, to pollezaca na moim worku do siedzenia. Ale tutaj mamy malutkie wady, ze mnie plecy potem troche bola, i ciezko wstac z tego. Rekompensuje to za to fakt, ze cobie wor wytachalam na trawnik przed blokiem, i zazywam swierzego powietrza, slonca i spiewu ptakow. :) Ale ciezko jest nic nie robic. mowie wam.

No ale przeciez wiadomo, ze jak nie urok, to.... cos innego.

Ale nic to, przezyjemy. Juz widze poprawe. brzucho sie podniosl, i sie juz nie kurczy. Oby tak dalej. Jeszcze dwa tygodnie do powrotu Lemura, MUSIMY wytrzymac. Zoska, slyszysz?????

Ps. Wielkie dzieki dla kolezanki M. (34 tydzien), z ktora musialam odwolac dzisiejszy lunch, a ktora na wiec o przyczynie ugotowala lunch sama i przywiozla go do mnie, i przy plotkach i opowiesciach skonsumowalysmy te pysznosci i poprawilysmy ciastem. :) Fajnie miec takie kolezanki! Wielkie dzieki!

2 maj 2012

z ostatniej chwili

Wlasnie przed chwila zapukal do moich drzwi pan kurier z poczty kwiatowej.

I dostarczyl wielki bukiet. I z liscikiem: "Kocham Cie Kociaku"....

Masakra.

Potrzebowalam troche, zeby dojsc do siebie. Prawie utonelam we wlasnych slozach. Tutaj zdjecie z sieci. Piekny, prawda?




Buuuuuuu, ja chce do Lemura!!!!!

trzy spotkania

Dzis byl dzien przygod i zagadywania obcych ludzi. Dwa razy bylam ja zagadnieta, raz zagadnelam ja.

Po raz pierwszy bylo calkiem normalnie w autobusie, mama dwoch coreczek chciala koniecznie wiedziec ile mi jeszcze zostalo, i czy to pierwsze, i ze zerat ciezko bo goraco. Taki ciazowy-smalltalk. Niby nic, ale milo. :)

Drugi raz bylo tez ciazowo, ale dziwnie. Stojac na swiatlach uslyszalam od starszej pani stojacej obok:
- No ale byla dluga i zimna zima!

Jako odpowiedz unioslam brwi i intensywnie zaczelam myslec, czy ta pani aby na pewno jest normalna, bo przeciez pelnia wiosny przed nami, sniegu nie widac juz od paru miesiecy i generalnie nikt juz zimy nie pamieta.

Na to mila pani zagaja dalej, gwoli wyjasnienia:

- A bo pelno takich z tym tutaj - i wykonala ruch reka w okolicy brzuchowej.

aaaa, to o to kaman. No nie zajarzylam, nie skumalamm, sorry. Ale usmiechnelam sie ze zrozumieniem, no bo faktycznie duzy tych z tym tam lazi. I w oczy kluje chyba.

Ale pani sie zreflektowala, ze chyba troche dziwnie zagadnela, bo dodala na odchodnym gwoli wyjasnienia:

- No bo przeciez noe mozna ludzkosci pozwolic wymrzec! Sama dwoje urodzilam!

A no nie mozna! Wiec rodzmy ludzie! I dzialajmy w zimowe wieczory i hodujmy te tam....

A trzecie spotkanie bylo najdziwniejsze. Podbudowana tym jakze milym dialogiem na temat ratowania ludzkosci, zobaczylam starszego pana stojacego mi na drodze, ktory dosyc bezradnie mamrotal cos pod nosem. Uslyszalam tylko:

- Ja nie wiem gdzie, bo aparat taki, i nie wiem dokad, co ja zrobie, bo ja nie wiem...

wiec sie zlitowalam i postanowilam pomoc. Dialog wygladal tak:

- Czy cos sie stalo?
- Bo tam byl taki aparat, i ja mowilem, i teraz nie wiem gdzie.
- zgubil sie pan?
- taki aparat..
- skad pan przyszedl?
- nie wiem.
- a gdzie pan mieszka?
- a pani?
- no ja tam - pokazalam palcem kierunek
- tak to tam! To chodzmy! - i ruszylismy w tamtym kierunku

bylam conieco zbita z tropu, nie wiezdialam co robic..

- jak sie pan nazywa? Ma pan jakies dokumenty? Czy moze pan w kieszeni sprawdzic?
- Bo taki aparat byl, na gorze. i poszedlem. Aparat ma pani?
- Mam telefon. Moze gdzies zadzwonic? Jaki numer?
- tak, w tamta strone pojdziemy. O takie nie! - powiedzial pan wskazujac na blok, ktory sie akurat wylonil.
- to nie jest pana blok? To nie tu? A jaki kolor ma byc? ten jest zielony! Moze tamten? - powiedzialam, wskazujac na blok pod ktorym pana zagadnelam.
- Tak! Ja tam na gorze! Aparat! To tam! Ja pojde? - kurzgalopkiem pognal w spowrotem, zostawiajac mnie zdziwionia na chodniku.

No przyznam sie, ze nie wiedzialam, co robic. Gonic? Z moim brzuchem? Dzwonic na policje? Zostawic? Stalam tak troche i patrzylam jak sie oddala, i skreca w strone bloku, ktory sam wskazal. Mam nadzieje, ze wszystko sie dobrze skonczylo. Choc chyba jednak powinnam byla za nim pojsc. Mam wyrzuty sumienia.