No jak pan ordynator kaze...
Ale oczywiscie mialam wybor. Nic na sile, pytali mnie o zgode. A co ja na to? Wizja, ze to moze jeszcze nie wiadomo ile trwac, a ja mam juz prawie 30 godzin za soba, nie byla zbyt optymistyczna. Bylam juz naprawde wykonczona, a tu przeciez wszelakie metody wspomagajace nie przyniosly efektu. A coz moze oksytocyna zlego zrobic? Jedyna wada w moich oczach, to bolesnosc skurczy, ale przeciez sa znieczulenia. Wiec sie zdecydowalam na podanie oksytocyny, byle juz naszego malucha w ramionach trzymac.
Ale wczesniej sprobowalismy jeszcze kapieli w olejkach eterycznych, ktore mialy skurcze przyspieszyc, co oczywiscie nie przynioslo efektu. Tak wiec o godz. 18.00 podpieto mnie do oksytocyny. Skurcze od razu zaczely przyspieszac i stawac sie regularniejsze, mimo, ze dawka oksytocyny byla minimalna. Na lezaco juz nie moglam wytrzymac, bol byl wtedy duzo intensywniejszy, choc nie mam pojecia dlaczego. Tak wiec zaczelam sie wieszac na Lemurze. On przodem do mnie, ja schylona z rekami na jego szyi, i wdeeeeeech, i wyyyyydech. Caly czas bylam przypieta do ctg, wiec na wykresie widac bylo nie tylko tetno dziecka, ale tez skurcze. A poniewaz skurcz zaczyna sie w gornej czesci macicy, gdzie mialam przypieta diode, i macica skurcza sie od gory do dolu, a boli dopiero na dole, tak wiec na wykresie widac bylo o wiele wczesniej skurcz, nic ja poczulam bol. Tak wiec Lemur patrzyl caly czas na wykres, i jak tylko zauwazyl zblizajacy sie skurcz, juz wstawal, ustawial sie w pozycji gotowej, i pomagal mi wstac z lezanki. Bo w przerwach miedzy skurczami ja siadalam dla odpoczynku. Tak wiec jak widzialam ze on wstaje i podaje mi reke, to ja tez sie zwlekalam, i akurat mialam czas na zarzucenie mu rak na szyje, zanim przyszedl bol kulminacyjny.
A pani polozna co rusz podkrecala dawke oksytocyny, zeby akcja nie spowolnila. W przerwie miedzy skurczami dziwilam sie, ze jakos wcale nie boli mnie coraz bardziej, polozna na to, ze jej zdaniem, to juz sa maksymalne skurcze, juz mocniejsze nie beda. Ona to widzi po twardosci brzucha (dotykala mnie co jakis czas podczas skurczu) i po mojej reakcji.
No to mysle sobie, spoko! Damy rade bez znieczulenia! Nie jest tak zle!
No i.... PRAWDZIWE skurcze jednak jeszcze przyszly. Jakies pol godziny pozniej zaczelam WYC. No doslownie plakalam. I jednak poprosilam o znieczulenie. Nie, wolalam o znieczulenie! :)
Najpierw dostalam cos slabszego dozylnie, ale oczywiscie nic nie poczulam. Wiec poprosilam o cos mocniejszego. Dostalam. Ale to mocniejsze niestety sprawilo, ze czulam sie jak nacpana. Krecilo mi sie w glowie, nie moglam otworzyc oczu i ciezko mi sie mowilo. A bolalo i tak. Wiec kiedy znow zawylam przy nastepnym skurczu, to poprosilam o znieczulenie zewnatrzoponowe. Ktore zaraz otrzymalam.
Poproszono mnie o przejscie na sale porodowa, przebranie sie w kitel wiazany na plecach, i juz za chwile byla pani anestezjolog.
Ale oczywiscie mialam wybor. Nic na sile, pytali mnie o zgode. A co ja na to? Wizja, ze to moze jeszcze nie wiadomo ile trwac, a ja mam juz prawie 30 godzin za soba, nie byla zbyt optymistyczna. Bylam juz naprawde wykonczona, a tu przeciez wszelakie metody wspomagajace nie przyniosly efektu. A coz moze oksytocyna zlego zrobic? Jedyna wada w moich oczach, to bolesnosc skurczy, ale przeciez sa znieczulenia. Wiec sie zdecydowalam na podanie oksytocyny, byle juz naszego malucha w ramionach trzymac.
Ale wczesniej sprobowalismy jeszcze kapieli w olejkach eterycznych, ktore mialy skurcze przyspieszyc, co oczywiscie nie przynioslo efektu. Tak wiec o godz. 18.00 podpieto mnie do oksytocyny. Skurcze od razu zaczely przyspieszac i stawac sie regularniejsze, mimo, ze dawka oksytocyny byla minimalna. Na lezaco juz nie moglam wytrzymac, bol byl wtedy duzo intensywniejszy, choc nie mam pojecia dlaczego. Tak wiec zaczelam sie wieszac na Lemurze. On przodem do mnie, ja schylona z rekami na jego szyi, i wdeeeeeech, i wyyyyydech. Caly czas bylam przypieta do ctg, wiec na wykresie widac bylo nie tylko tetno dziecka, ale tez skurcze. A poniewaz skurcz zaczyna sie w gornej czesci macicy, gdzie mialam przypieta diode, i macica skurcza sie od gory do dolu, a boli dopiero na dole, tak wiec na wykresie widac bylo o wiele wczesniej skurcz, nic ja poczulam bol. Tak wiec Lemur patrzyl caly czas na wykres, i jak tylko zauwazyl zblizajacy sie skurcz, juz wstawal, ustawial sie w pozycji gotowej, i pomagal mi wstac z lezanki. Bo w przerwach miedzy skurczami ja siadalam dla odpoczynku. Tak wiec jak widzialam ze on wstaje i podaje mi reke, to ja tez sie zwlekalam, i akurat mialam czas na zarzucenie mu rak na szyje, zanim przyszedl bol kulminacyjny.
A pani polozna co rusz podkrecala dawke oksytocyny, zeby akcja nie spowolnila. W przerwie miedzy skurczami dziwilam sie, ze jakos wcale nie boli mnie coraz bardziej, polozna na to, ze jej zdaniem, to juz sa maksymalne skurcze, juz mocniejsze nie beda. Ona to widzi po twardosci brzucha (dotykala mnie co jakis czas podczas skurczu) i po mojej reakcji.
No to mysle sobie, spoko! Damy rade bez znieczulenia! Nie jest tak zle!
No i.... PRAWDZIWE skurcze jednak jeszcze przyszly. Jakies pol godziny pozniej zaczelam WYC. No doslownie plakalam. I jednak poprosilam o znieczulenie. Nie, wolalam o znieczulenie! :)
Najpierw dostalam cos slabszego dozylnie, ale oczywiscie nic nie poczulam. Wiec poprosilam o cos mocniejszego. Dostalam. Ale to mocniejsze niestety sprawilo, ze czulam sie jak nacpana. Krecilo mi sie w glowie, nie moglam otworzyc oczu i ciezko mi sie mowilo. A bolalo i tak. Wiec kiedy znow zawylam przy nastepnym skurczu, to poprosilam o znieczulenie zewnatrzoponowe. Ktore zaraz otrzymalam.
Poproszono mnie o przejscie na sale porodowa, przebranie sie w kitel wiazany na plecach, i juz za chwile byla pani anestezjolog.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz