13 cze 2012

moj porod - czesc druga

Maly potwor po raz 1243 nakarmiony, i zainstalowany u taty w chuscie, bo ma cos niespokojny dzien, a tak sie stanowczo lepiej spi, wiec ja mam chwilke na kontynuowanie wspomnien. Ale tylko chwilke, bo muuuuuszeeeee sie przeeeeespac, poki potwor spi.

Tak wiec w poniedzialek o godz. 6.00 rano zawitala do naszego pokoju nasza sasiadka-polozna. Ona miala sie nami zajmowac przez cala swoja zmiane. Najpierw mnie zbadala: 4 cm! Pieknie! To teraz niech tylko skurcze sie rozpedza. Ale niestety, skurcze mialy odmienne zdanie na ten temat, i przyspieszac nie chcialy. Tak wiec sasiadka-polozna zaczela pomagac. Sprobowala wszystkiego: byla akupunktura i globulki homeopatyczne, byly masaze, spacery i kapiel w olejkach eterycznych, byly olejki masowane w brzuch, i olejki podgrzewane, byl spacer, i jedzenie. Bylo wszystko, niewiele brakowalo, a sasiadka-polozna zaczelaby nade mna odprawiac czary. Ale skurcze nie chcialy przyspieszac, a nawet troche zwolnily. I kiedy o godz. 14.00 przyszedl koniec jej zmiany, i nastepna polozna mnie zbadala i stwierdzila, ze zadnych zmian nie ma, ciagle 4 cm, to sie troche zalamalam.

Wtedy padl po raz drugi pomysl wyslania mnie do domu. Za pierwszym razem zaproponowano mi to rano, ale wtedy troche sie balam i bylam przekonana, ze przeciez juz nie bedzie dlugo trwac! Ale pare godzin pozniej juz nie bylam taka pewna siebie. Stwierdzilismy, ze w takim razie jedziemy do domu, szczegolnie, ze polozne podkreslaly dobry wplyw znanego, swojskiego otoczenia na akcje porodowa. Mam sie w domu rozluznic, zrobic sobie kapiel, zjesc cos smacznego, i wtedy wszystko na pewno ruszy z kopyta.

Tak wiec poslano po lekarke, aby wyrazila zgode. Lekarka przyszla z moimi aktami, i zaczela mnie wypytywac, czy aby nie bylo do tej pory zadnych problemow, czy to nie ciaza zagrozona, ryzykowna, aha, no i mala bardzo mala jest. Czy lekarz cos o tym mowil? Jak to mala! My nic o tym nie wiemy! Wprawdzie lekarz wagi nie podawal, ale podkreslal, ze wszystko jest w porzadku! Jak lekarka zobaczyla, jak sie przejelismy, to zaczela nas przepraszac, ze nie chciala nas wystraszyc, ze mala wazy ok 2800g, i to jest ok, jest drobna, ale zdrowa, i niczym nie mamy sie martwic. Co swoja droga bardzo mi sie podobalo. To przepraszanie. Bardzo ludzkie. Mowcie co chcecie, ale nie wybrazam sobie czegos takiego w Polsce.

Koniec koncow, ona tez by nas wyslala do domu, szczegolnie, ze mieszkamy bardzo niedaleko, potrzebujemy 6 min samochodem. No i nad nami mieszka przeciez sasiadka-polozna. Wiec lekarka poszla do doktora ordynatora po zgode. A pan ordynator? Jak to, 4 cm? Nie ma mowy, wie wyslemy jej z 4 cm do domu! Prosze podac oksytocyne dozylnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz