Taaaa, lyzeczkowanie.... To bylo chyba najmniej przyjemne z calego porodu. Trwalo ponad pol godziny, i prosze nie zapomniec, ze ja bylam tylko po prawej stronie znieczulona, wiec po lewej WSZYSTKO czulam. Bolalo jak cholera. Darlam sie chyba bardziej niz przy porodzie. Ale lekarki nic sobie z tego nie robily, i skrobaly dalej. Tylko polozne co jakis czas do mnie mowily, ze super sobie radze. Ale bylam tak zmeczona, ze nawet nie mialam sily jakos za bardzo protestowac. Teraz z perspektywy, jak troche na ten temat poczytalam, to wiem, ze one nie mialy czasu czekac na znieczulenie. Juz za dlugo trwaly proby naturalnego urodzenia, i grozil mi krwotok. Juz i tak duzo krwo stracilam, wiec lekarki nie chcialy ryzykowac, ze strace jeszcze wiecej, wiec nie chcialy tracic ani minuta na dodatkowe znieczulenie. Tak wiec w sumie dzialaly dla mojego dobra.
Potem bylo jeszcze szycie, bo oczywiscie troche popekalam, na moje pytanie jak to wyglada, usylszalam, ze nie jest zle, w sumie tylko troszke peklam. Ale szycie trwalo ponad pol godziny, bo jak sie dowiedzialam, wiele warstw tego jest, i kazda musi byc zszyta osobno. I tym razem moje jeki zostaly wysluchane, i dostalam znieczulenie miejscowe po lewej stronie. I tak sobie lezalam, i dochodzilo do mnie, co sie wydarzylo. A ja stawalam sie coraz bardziej zmeczona, zeby nie powiedziec wykonczona. Nie bylam w stanie ruszc zadna czescia mojego ciala bez wysilku.
Jak sie skonczylo szycie, to wszystko juz poszlo szybko. Przeniesli mnie na inne lozko, przyprowadzili Lemura z Zoska, i od razu przystawilismy ja do piersi, bo jak Lemur relacjonowal, ona juz od godziny szuka czegos do ssania. Tak wiec dostala piers, choc jak na razie nic z niej jeszcze nie cieklo. Albo niewiele.
Przyszla pani anestezjolog wyjac rurke z mojego kregoslupa, i dostalam bardzo wyrazny prikaz, ze jak po zniknieciu znieczulenia bede czula mrowienie w nogach, to NATYCHMIAST mam to zglosic poloznej. :)
Potem zawieziono mnie na oddzial poporodowy. Mimo, ze bylo juz dobrze po polnocy, przywitaly mnie dwie polozne, na stoliku czekal termos z goraca herbata z kopra wloskiego, oraz woda. Polozne podjely probe zaprowadzenia mnie do toalety, ale niestety skonczyly sie prawie omdleniem, zawrotami glowy, i nudnoscia, wiec zaniechalysmy tego pomyslu. Dostalam kaczke, i panie polozne delikatnie mnie umyly. A potem juz tylko spaaaaaaac. :)
Potem bylo jeszcze szycie, bo oczywiscie troche popekalam, na moje pytanie jak to wyglada, usylszalam, ze nie jest zle, w sumie tylko troszke peklam. Ale szycie trwalo ponad pol godziny, bo jak sie dowiedzialam, wiele warstw tego jest, i kazda musi byc zszyta osobno. I tym razem moje jeki zostaly wysluchane, i dostalam znieczulenie miejscowe po lewej stronie. I tak sobie lezalam, i dochodzilo do mnie, co sie wydarzylo. A ja stawalam sie coraz bardziej zmeczona, zeby nie powiedziec wykonczona. Nie bylam w stanie ruszc zadna czescia mojego ciala bez wysilku.
Jak sie skonczylo szycie, to wszystko juz poszlo szybko. Przeniesli mnie na inne lozko, przyprowadzili Lemura z Zoska, i od razu przystawilismy ja do piersi, bo jak Lemur relacjonowal, ona juz od godziny szuka czegos do ssania. Tak wiec dostala piers, choc jak na razie nic z niej jeszcze nie cieklo. Albo niewiele.
Przyszla pani anestezjolog wyjac rurke z mojego kregoslupa, i dostalam bardzo wyrazny prikaz, ze jak po zniknieciu znieczulenia bede czula mrowienie w nogach, to NATYCHMIAST mam to zglosic poloznej. :)
Potem zawieziono mnie na oddzial poporodowy. Mimo, ze bylo juz dobrze po polnocy, przywitaly mnie dwie polozne, na stoliku czekal termos z goraca herbata z kopra wloskiego, oraz woda. Polozne podjely probe zaprowadzenia mnie do toalety, ale niestety skonczyly sie prawie omdleniem, zawrotami glowy, i nudnoscia, wiec zaniechalysmy tego pomyslu. Dostalam kaczke, i panie polozne delikatnie mnie umyly. A potem juz tylko spaaaaaaac. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz