No i jak mi sie udalo plan wypelnic?
Prawie.
- zyrandola nie powiesilam, bo sie okazalo, ze do tego trzeba trzech rak. Albo lepiej czterech. I ze nie ma zarowek i Lemur musial kupic. A tak a´propos, to wkurzylam sie, bo ile zyrandolli kupilam, to raz nie bylo, a ja myslalam, ze beda, i dopiero potem zobaczylam napis na opakowaniu, innym razem kupilam, a w srodku byly, wiec tym razem przestudiowalam opakowanie, nic nie znalazlam, wiec wydedukowalam, ze na pewno sa w srodku. I nie bylo. :)
- zakupy zrobilam
- ciasto upieklam
- posprzatalam nawet wiecej niz zamierzalam
- posprzatalam w szafce z narzedziami i dodatkowo w pudeleczkach w kanciapie. Bo jedno musialam zwolnic na srubki. I ile ja rzeczy znalazlam! A ile wywalilam! Jest radosc!
- sprawdzilam, ze zmieszcze sie jeszcze w jedna moja elegancka sukienke. Wprawdzie troche sie napina na pupie (efekt swiat i braku ruchu przez dwa tygodnie), ale jeszcze da rade
- zaleglam przed kompem i dalej czytalam wczoraj odkrytego bloga. Jest bardzo fajny, a ja jestem dopiero w polowie
z rzechy ponadplanowych:
- wynioslam smieci
- i praaaawie kupilam lodowke. Lodowke kupuje od miesiecy, bo mamy tylko taka malutka z trzema poleczkami, i malutkim zamrazarnikiem, i nic mi sie nie miesci. A dzis sie wkurzylam, bo mi sie zupa zepsula, co ja przedwczoraj wieczorem ugotowalam. A lodowka jest tak mala, ze sie moj garnek nie zmiescil. A przed chwila sie nawkurzalam, bo nie moglam wcisnac ciasta. No i juz wybralam model, kupimy prawdopodobnie jutro. Jeszcze sobie troche poszperam, i porownam, ale prawie juz jestem pewna. :) Pochwale sie jak kupimy.
Ale generalnie dzien udany, a ja mam zly chumor. I tyle.
- powiesze zyrandol
- pojde na zakupy
- zrobie ciasto na sylwestra
- troche posprzatam
- poskladam w szafce z narzedziami (wysypuje sie przy probie otwarcia drzwi...)
- wybiore cos do ubrania na jutro (tylko w co ja sie zmieszcze? w dresach przeciez nie pojde...)
- a potem zalegne przed kompem
Prawie.
- zyrandola nie powiesilam, bo sie okazalo, ze do tego trzeba trzech rak. Albo lepiej czterech. I ze nie ma zarowek i Lemur musial kupic. A tak a´propos, to wkurzylam sie, bo ile zyrandolli kupilam, to raz nie bylo, a ja myslalam, ze beda, i dopiero potem zobaczylam napis na opakowaniu, innym razem kupilam, a w srodku byly, wiec tym razem przestudiowalam opakowanie, nic nie znalazlam, wiec wydedukowalam, ze na pewno sa w srodku. I nie bylo. :)
- zakupy zrobilam
- ciasto upieklam
- posprzatalam nawet wiecej niz zamierzalam
- posprzatalam w szafce z narzedziami i dodatkowo w pudeleczkach w kanciapie. Bo jedno musialam zwolnic na srubki. I ile ja rzeczy znalazlam! A ile wywalilam! Jest radosc!
- sprawdzilam, ze zmieszcze sie jeszcze w jedna moja elegancka sukienke. Wprawdzie troche sie napina na pupie (efekt swiat i braku ruchu przez dwa tygodnie), ale jeszcze da rade
- zaleglam przed kompem i dalej czytalam wczoraj odkrytego bloga. Jest bardzo fajny, a ja jestem dopiero w polowie
z rzechy ponadplanowych:
- wynioslam smieci
- i praaaawie kupilam lodowke. Lodowke kupuje od miesiecy, bo mamy tylko taka malutka z trzema poleczkami, i malutkim zamrazarnikiem, i nic mi sie nie miesci. A dzis sie wkurzylam, bo mi sie zupa zepsula, co ja przedwczoraj wieczorem ugotowalam. A lodowka jest tak mala, ze sie moj garnek nie zmiescil. A przed chwila sie nawkurzalam, bo nie moglam wcisnac ciasta. No i juz wybralam model, kupimy prawdopodobnie jutro. Jeszcze sobie troche poszperam, i porownam, ale prawie juz jestem pewna. :) Pochwale sie jak kupimy.
Ale generalnie dzien udany, a ja mam zly chumor. I tyle.
- powiesze zyrandol
- pojde na zakupy
- zrobie ciasto na sylwestra
- troche posprzatam
- poskladam w szafce z narzedziami (wysypuje sie przy probie otwarcia drzwi...)
- wybiore cos do ubrania na jutro (tylko w co ja sie zmieszcze? w dresach przeciez nie pojde...)
- a potem zalegne przed kompem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz