5 paź 2011

i znow...

Wczoraj znow mnie zalalo. Ale w troche innych okolicznosciach. Mianowicie w czasie konsumpcji. Zauwazylismy po (boooo zajeci bylismy i ciemnawo bylo :)) Ale jakzesz bylam zdzwiona, jak zauwazylam krwawa wydzielinke. No wiec od razu cisnienie mi skoczylo, ale juz nie bylo paniki. Po rpostu zadzwonilam do kliniki i sie wypytalam o wszystko. Pani ginekolog, z ktora mnie polaczyli uspokoila mnie, i powedziala ze jesli jest tego tylko troche, to najpewniej chodzi i mala ranke na szyjce macicy. Ze to sie zdarza, szczegolnie jak rano bylam u lekarza i on pewnie podraznil wziernikiem. To sie powinno zaraz uspokoic i zagoic. I faktycznie, dzis juzm mialam tylko jakies brunatne resztki.

A co sie naczytalam w necie! Na pewno to nie szkodzi dzidzi. Ale jesli to jakies zapalenie, to moze. Ale w takim razie czemu ani moj ginio ani w klinicie nie zauwazyli jakichs zmian? Jesli by to byla jakas ranka, obtarcie albo inne zmiany, to powinni to przeciez znalezc! A wedlug nich jest wszystko ok i nie widza przyczyn...

Najbardziej nie lubie, jak nie wiem co sie dzieje, jaka jest przyczyna...

Ale z pozytywnych rzeczy: znow bylam pod wrazeniem szpitala. Pani z recepji zaraz mnie polaczyla z dzialem gonekologi i moglam sobie bezposrednio porozmawiac, zadac pytania. Wyobrazacie sobie to w polsce????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz