29 paź 2011

Serducho pika!

Zupelnie zapominalam napisac o ostaniej wizycie u ginia. No wiec bylismy sluchac serucha. Tak myslalam. To to nie bylo sluchane, ale ogladanie. Czyli usg ciagle jeszcze od dolu, a nie jak ja sie spodziewalam - przez skore. I zobaczylismy serducho. taka migajaca kropeczka w takim malym robaczku. :)

Z gorszych wiadomosci Groszek sie potem juz zakotwiczy i zadomowi konkretnie i nie bedzie protestowal, jak bedziemy mu chcieli troche poprzeszkadzac.

Ostatnio protestuje rowniez na cos innego. Jak mi sie w jelitkach to i owo rozpycha. Bo zaczely sie u mnie TE dolegliwosci ciazowe: zaparcia. I w zeszly weekend byl spory korek, ktory po intensywnej walce ucalo sie odetkac. Ale Groszkowi sie ta walka najwidoczniej nie spodobala, i mama musiala zrezygnowac z zaplanowanego na niedzielny poranek sniadania towarzyskiego. A zarwacac musialam juz z peronu metra, kiedy to poczulam, ze sie troche chyba cos polalo. :(

Ale juz jest dobrze, pijemy codziennie siemie lniane (2 lyzeczki zalac szklanka goracej wody, ja dodaje jeszcze pol lyzeczki cukru dla smaku) i jak narazie pomaga. Mam nadzieje, ze sie kiedys nie przyzwyczaje do tego...

A tu jeszcze zdjecie Groszka. Usmiecha sie! :)


Dla niewtajemniczonych: To czarne to pecherzyk ciazowy. Groszek to to takie podlugowate kolo tego okroglego (cialko zolte). Serducha nie widac, ale na monitorze dokladnie widzielismy miganie. Czyli generalnie malutcy jestesmy, ale zdrowi i pelni zycia. I rozwijamy sie dalej. Juz jestem ciekawa nastepnego badania...

17 paź 2011

weekend pod znakiem fotografii

i znow przypomnielismy sobie nasz slub. Znaczysie ja bardziej. Lemur troche marudzil, ze po co to wszystko, ze on by chcial juz temat slubny zamknac. A ja moglabym suknie slubna co troche przymiezac. Najchetniej, to wogile bym jej nie zdejmowala.

W sprawa wygladala tak, ze ja zawsze chcialam miec zdjecia w naszym miescie, no i najchetniej jeszcze do tego w gorach. Ale nasz fotograf niestety nie mogl przyjechac, wiec marzenie zostalo niespelnione. Wprawdzie szukalam jakiegos fotografa tu na miejscu, ale niemieckie ceny to masakra, a zdjecia to porazka.

A teraz sie nadazyla okazja... do naszej kolezanki, ktora brala slub dwa tygodnie temu, przyjechal fotograf. I sie wkrecilisym na sesje :) W sobote wieczorkiem lazilismy po miescie, i cyknelismy pare romantycznych ujec na starym miescie. A wczoraj bylismy w gorach, akonkretnie nad przepieknym jeziorem otoczonym gorami. Bylo fantastycznie, przepiekna pogoda, dwie slubne pary, ludzie skladajacy nam zyczenia i zadajac pytania. Fotograf genialny, wesoly, sympatyczny, z pomyslami, ale otwarty na nasze idee (wzielismy cala torbe gadgetow i prawie wszystko wykorzystalismy). Strasznie ciesze sie na te zdjecia.

No i scisnelam sie w sukienke :) choc nie bylo latwo, trzeba przyznac.

A jutro do ginia, posluchac serducha malucha!!!!! :)))

10 paź 2011

pierwsze nudnosci

No i mam. Tak sobie ich zyczylam, to mam. Na szczescie w bardzo niewielkim wymiarze. Tylko mnie troche mdli. Za to po wszystkim. Cokolwiek bym nie zjadla - mdli. Jestem glodna - tez mnie mdli. Tylko jak spie, to jest ok, a spie duuuuuuzo. :)

A poniewaz wedlug moich ocen, to troche przytylam. Moze nie wagowo, bo ciagle jest 56,5 kg, ale rozmiarowo. Troche mi ciasnawo w moich ubraniach. To wynika z tego, ze jem tyle co zawsze, a nawet troche wiecej, a sie o wiele mniej ruszam. Nawet przestalam na rowerze jezdzic do pracy - przy krwawieniach sie wystraszylam, no i ciagle jeszcze kaszle.

Wiec dzis wybralam sie do niedalekiego studia fitness. Mam szczescie, bo kolo mnie jest Fitnessfirst woman. I podobo nawet maja programy dla kobiet w ciazy. No ciekawa jestem. Mam jutro termin informacyjny, to sie wszystkiego dowiem. I najgorszego rowniez, czyli ceny...

7 paź 2011

klinika po raz drugi

Wczoraj mialam intensywny dzien, konferencja, potem impreza. Wprawdzie w trakcie poszukalam lawki, zeby wyciagnac nogi na pol godzinki i zmylam sie przed 22.00, ale jednak brunatne krwawienie sie nasililo, to tego doszlo dziwne pieczenie, wiec nie wytrzymalam i kazalam Lemurowi, zeby odebram mnie od stacji i zawiozl do szpitala.

Wiem, hipohondryczka jestem i panikara. (chot to chyba jednak nie prawda, ja po prostu straaaasznie chce juz byc w ciazy :))

Znow genialna obsluga, z usmiechem i dobrym slowem i po 10 minutach Pani doktor juz byla. I wybadala mnie na lewa strone, nie znalazla nic dziwnego, uspokoila, ze takie lekkie krwawienia to czesto sie pojawiaja i wynikaja z podraznien szyjki macicy (czyli to, co sama przypuszczalam). No i najwazniejsze, pokazala mi na usg jak zarodek urosl, pecherzyk sie powiekszyl i generalnie wszystko sie rozwija elegancko. :) Az podskoczylam na fotelu.

No to obiecalam sobie i pani doktor, ze sie nie bede uplawami przejmowac i grzecznie czekac na nastepna wizyte u ginia.

Masakra, jak ja juz bym chciala miec brzuszek!!!!! A tu jeszcze tyle trzeba czekac!!

Aha, przypadlosci: tylko meeeega zmeczenie, wrazliwe piersi i ciagniecie w dole brzucha.

No i mamy pierwsze zachcianki: jajka!!! najlepiej smazone!!! Co jest w jajkach? Czegos mi brakuje?

5 paź 2011

i znow...

Wczoraj znow mnie zalalo. Ale w troche innych okolicznosciach. Mianowicie w czasie konsumpcji. Zauwazylismy po (boooo zajeci bylismy i ciemnawo bylo :)) Ale jakzesz bylam zdzwiona, jak zauwazylam krwawa wydzielinke. No wiec od razu cisnienie mi skoczylo, ale juz nie bylo paniki. Po rpostu zadzwonilam do kliniki i sie wypytalam o wszystko. Pani ginekolog, z ktora mnie polaczyli uspokoila mnie, i powedziala ze jesli jest tego tylko troche, to najpewniej chodzi i mala ranke na szyjce macicy. Ze to sie zdarza, szczegolnie jak rano bylam u lekarza i on pewnie podraznil wziernikiem. To sie powinno zaraz uspokoic i zagoic. I faktycznie, dzis juzm mialam tylko jakies brunatne resztki.

A co sie naczytalam w necie! Na pewno to nie szkodzi dzidzi. Ale jesli to jakies zapalenie, to moze. Ale w takim razie czemu ani moj ginio ani w klinicie nie zauwazyli jakichs zmian? Jesli by to byla jakas ranka, obtarcie albo inne zmiany, to powinni to przeciez znalezc! A wedlug nich jest wszystko ok i nie widza przyczyn...

Najbardziej nie lubie, jak nie wiem co sie dzieje, jaka jest przyczyna...

Ale z pozytywnych rzeczy: znow bylam pod wrazeniem szpitala. Pani z recepji zaraz mnie polaczyla z dzialem gonekologi i moglam sobie bezposrednio porozmawiac, zadac pytania. Wyobrazacie sobie to w polsce????

4 paź 2011

ginio uspokoil

No wiec pan doktor powtorzyl to co w klinicie. uwazac na siebie, odpoczywac duzo. Najlepiej to zostac w domu. Ale nie bardzo moglam - poczatek miesiaca i strasznie duzo terminow, a pozatym prace mam bezstresowa i siedzaca, wiec jednak poszlam. I w sumie dobrze, bo w domu bym sie obijala i objadala.

Ale teraz juz jestem po pracy i ide odpoczywac. I skonsumowac Lemura, bo w klinice nakazali nam wstrzemiezliwosc. Ale juz jest wszystko ok, wiec trzeba nadrobis.

2 paź 2011

poki co - spokojnie

dzis przezylam bez dodatkowych przygod. Znaczysie jakies tam brunatne resztki sie ze mnie jeszcze wydobywaly, ale w ilosci naprawde znikomej. Nic swiezego ani czerwonego. Wiec mam nadzieje, ze wszystko jest ok. Moze to faktycznie tylko jakas zylka pekla przy rozciaganiu sie macicy? tej wersji sie trzymamy i byle do wtorku. punkt 8.00 stoje przed drzwiami gabinetu ginia.

1 paź 2011

Klinika

Lemur gadal wlasnie ze swoim tata, kiedy ja bylam w toalecie. I tu niechciana niespodzianka: swieza krew na papierze. Ja w bek, Lemur sie pozegnal z rodzicami i lecimy do kliniki.

I tutaj olbrzymia pochwala. Zostalismy przyjeci REWELACYJNIE. Jestem wlasnie po swiezo przeczytanym opisie porodu przez cesarke we wroclawskim szpitali na tym blogu. i oczekiwalam niewiadomo czego. A tu cicho, spokojnie, czysto. Pani na recepcji wziela moja karte ubezpieczeniowa i wbila moje dane do komputera. Wyslala do izby przyjec hirurgicznych i kazala powidziec jakiejs pielegniarce, ze potrzebuje ginekologa. A niewiele moglam mowic przez lzy, ale pielegniarke znalazlam, ona w ciagu minuty zadzwonila gdzie trzeba. - prosze isc do konca korytarza, tam jest izba przyjec ginekologicznych, pani doktor zaraz zejdzie. po TRZECH minutach byla pani doktor. W sumie nie trwalo wszystko 10 minut, moze 7. Pani doktor siadla do komputera, wszystko o mnie juz wiedziala, a reszte dowiedziala sie z ksiazeczki ciazowej, ktora dostalam od ginia. Tam byly wyniki pierwszych badac i usg.

Troczke z nami pogadala, ze poronienia sie zdarzaja, ze jest jeszcze bardzo wczesnie. i co najwazniejsze: jesli pani poroni, prosze absolutnie sie nie zastanawiac, czy to pani cos zle zrobila, Czy gdybym mniej pracowala, mniej kawy pila albo mniej sie stresowala, to bylo inaczej. To absolutnie nie ma nic do tego. To jest wola natury. Podczas podzialu komorki albo zagniezdzania sie jajeczka cos sie nie udalo i dochodzi do naturalnej selekcji. Co czwarte zaplodnienie konczy sie poronieniem. Troche mnie tym uspokoila.

A na stole okazalo sie, ze na ile mozna teraz powiedziec, wszystko jest ok. Zarozda wprawdzie nie widac, ale dziurke po zagniezdzeniu w macicy. Jajniki w porzadku. Krwawienie bylo, ale nie widac bezposredniej przyczyny. Czyli: CZEKAC. Lezec, odpoczywac, zwiekszyc dawke magnezu, dostalam takie kuleczki z jakim dodatkowym hormonem, i czekamy. Jak cos sie bedzie dziac, to natychmiast do kliniki.

No to czekamy dalej.