22 kwi 2013

Jaś czy Basia?

wraz z nowym mieszkaniem pojawił się też w naszym życiu nowy człowiek. Witamy malutką fasolkę. Troszkę niespodziewanie, bo po półroczny staraniach, postanowiłam jednak wrócić do pracy. No i staranie się o rodzeństwo dla Zośki chcielismy odsunąć na za parę miesięcy. Ale Pan Bóg zaplanował inaczej, bo ja myślałam że jak długo karmię to najwidoczniej nie mogę zajść w ciążę. A tu proszę bardzo. Niespodzianka. Jak tylko przestaliśmy chcieć, BAM, mamy malucha. :-)





Powitajcie Jaśka (to pewniak), lub Basie (dyskusja trwa).

Ps. Wiec rozumiecie... ciaza + Zoska + przeprowadzka + urzadzanie sie + zoladkowka w swieta + tygodniowa wizyta tesciowej = totalny brak czasu i mega zmeczenie. Ale juz powoli wracam do swiata zywych. :)

25 mar 2013

Telegram

Przeprowadzka za nami. STOP. Kartonow nie ubywa. STOP. Chaos totalny. STOP. Stare mieszkanie ciagle nie posprzatanie i nie oddane. STOP. Zocha albo zabkuje, albo chora. STOP. Nie mam neta!! STOP JA CHCE SPAC! STOP! Ale mieszkanie piekne. :) STOP.

9 mar 2013

powoli wracamy

... do swiata zywych. Jak wielu z was i nas tez trafilo chorobsko. U nas o tyle bylo ciezko, ze to dla nas jako rodzicow byla pierwsza tak ciezka choroba Zoski. 40°C, duszenie sie kaszlem, potem wymioty flegma, nie chciala pic, jesc, spac nie mogla bo sie dusila. Nosilismy ja przez cztery noce zmieniajac sie co dwie godziny. Tylko tak byla w stanie jako tako spac. Oczywiscie zaliczylismy w sobote telefon na pogotowie - tam pani pielegniarka poswiecila mi 20 minut wypytujac co i jak, i uspokajajac. Kazala dac jeszcze jeden czopek na zbicie temperatury, i przyjechac rano, wtedy bedzie lekarz dzieciecy na pogotowiu. W niedziele pan doktor w szpitalu tez nas uspokoil, pluca i oskrzela ok, zapalenie jest tylko gornych drog odechowych. Jestem po raz kolejny pod wrazeniem, jak tutaj funkcjonuje sluzba zdrowia.

Ale to jeszcze przygod zdrowotnych nie koniec. Jak spadla temperatura, to ruszyly uszy. Lewe ucho. po trzech godzinach krzyku dalam malej znow paracetamol i do laryngologa. Termin dostalysmy od zaraz, choc normalnie sie czeka trzy dni. Niestety byla jakas inna pani doktor, ktora stwierdzila lekki stan zapalny, i przepisala nam jakies kropelki. Kropelki dalam, a na drugi dzien Zoska obudzila sie cala zapuchnieta i z czerwonymi plamami na twarzy - reakcja alergiczna ja jeden ze skladnikow kropelek...

Na szczescie ucho przeszlo, a po ponownej wizycie u laryngologa (tym razem NASZA pani byla), dostalismy przepisane inhalacje i krople obkurczajace do nosa. Wiecie,ze tutaj mozna inhalator w aptece wypozyczyc? Placi sie tylko za maseczke i filtry... suuuper.

Dzis juz lepiej, Zoska sie w koncu smieje, zaczela odzyskiwac sily i na nowo eksplorowac mieszkanie. tylko ten kaszel... Mam nadzieje, ze niedlugo przejdzie... Bo jak dostanie ataku, to budzi sie z krzykiem, i kaszle przez 15 minut, i nie moze sie uspokoic...

A pozatym... My tez przeziebieni, nie tak ostro, ale kaszlemy oboje.

A w tym zdrowotnym chaosie rozpoczelismy chaos przeprowadzkowy. Tak, bo to juz za tydzien!!!!! Juz czesc mebli rozkrecona, w duzym pietrza sie pudla i kartony... AAAAAAAAAAAAA jak my damy rade? Bo Zoska nawet jak zdrowa, jest tak strasznie absorbujaca, trzeba za nia chodzic krok w krok, bo sie na wszystkim podciaga! Bo my po krotkim etapie fascynacji raczkowaniem, przeszlismy do fascynacji wstawaniem....

Tutaj kilka impresji sprzed choroby i z kilku ostatnich dni:



wszystko nadaje sie jako podporka przy wstawaniu!  Sofa....

 Lodowka...
 Kartony z ksiazkami sa super! A teraz jest na nich druga warstwa, i mozna sie calkiem wyprostowac!

 Czasem tylko obliczenia zwioda i ciezko jest wstac... wtedy nastepuje glosne wolanie o ratunek!!!

A tutaj nasza kolorowa trojka gdzies po drodze miedzy kaszlem a kartonem.

15 lut 2013

Zofia raczkuje!

Po prawie czterech tygodniach slabego apetytu (praktycznie tylko kaszka z bananami i mleko), kiepskiego spania, pobudek o 5.00, placzu w nocy, marudzenia i ciaglego noszenia Zoski na rekach w koncu mamy przełom. W srode Zofia podciagnełą sie do stania na pudełku, a wczoraj ruszyła na czworakach. Drżyjcie szafki, półki i schowki wszelakie!






A to zdjecia sprzed chwili:



  

9 lut 2013

Grypa

Jesteśmy właśnie w trakcie pierwszej walki z chorobą. Bo przecież katarek sie nie liczy. Tak więc na początek mamy od razu grypę żołądkową. Na szczęście Zosia ją przechodzi w miare nieźle. Zaczęło sie wczoraj po południowej drzemce, marudzenie i płakanie, a zaraz potem gorączka. Wieczorem trzy wymioty (to chyba kaszka z bananem nie weszła) i marudzenie. Ciągle na rękach, prawie 39°, krótkie drzemki a po nich płacz nie do uspokojenia. Zmienialiśmy się (na szczęście jest sobota), ale i tak o 3.00 zastrajkowałam, i dałam jej czopka przeciwgorączkowego. Ciągle nie jestem pewna, czy dobrze zrobiłam. Organizm powinien sie bronic sam, gorączka jest dobrym znakiem walki organizmu (oczywiście do 40° i nie non stop), no i skutki uboczne(wątroba, nerki).... Ale ona była już taka umęczona! A zaraz potem zasneła i spała do 8.00 (z trzema przerwami na płacz)!

Dziś rano już myśleliśmy, że nastąpiło cudowne ozdrownienie, ale w południe znów się zaczęło marudzenie, i temperatura też powoli rośnie. Teraz śpi od 2h, oczywiście z przerwami na płacz i tulenie. Ciekawe jaka będzie noc...

A rano było tak:




8 lut 2013

8 miesiecy

Pare dni temu Zofia skonczla 8 miesiecy. Z tej okazji pare zdjec z sesji, ale tylko pare, bo chumorek miala baaardzo kiepski i zmienny, a cierpliwosci jeszcze mniej.












2 lut 2013

przemówiła

Zofia w koncu przemówiła! Rzecz jasna w swoim własnym języku, ale od wczoraj jest to cos więcej niż zawodzenie na samogłoski, lub buczenie nosowe. Teraz mamy glooooośne nanaanana, lalala i cos jak dzys.

No i Zofia podjęła pierwsze próby siadania. Juz prawie prawie.... Najlepiej jej to wychodzi na dywaniku w łazience. Zapiera się nóżkami o wannie, robi koci grzbiet, i siada na jednej nodze. Jeszcze nie zajarzyła, że jak tylko jeszcze troszkę ręce przesunie w kierunku ciala, to będzie siedzieć. Ale to kwestia dni. Na razie balansuje na jednej rączce.




A tu jeszcze pare ostatnich fotek:



Zofia i BWL (staramy sie, kupilam tez maszynke do gotowania na parze, ale o tym nastepnym razem)



Zofia i woda, niestety nie widac jak ona uderza w wode. A robi to caly czas. no moze po minie Lemura:


Funfle z dzielni:


Zofia i spinacze:


17 sty 2013

poranek

Jest  6.30. zośka nie śpi już od godziny. próby ponownego uśpienia spełzły na niczym, więc konam w kuchni przy zielonej herbacie a zośka wciąga kawałek chleba. i tak codziennie od trzech tygodni. już nie daje rady, a spać w ciągu dnia nie potrafię i nie lubię. skrócić dzienną drzamkę? choć ja mam teorię, że to jelitka ją budzą, bo ruszają do pracy, a zośka ma od tygodnia lekkie rozwolnienie (zęby). Wiec spróbujemy przeczekać.

Wracam do herbatki i grzebania w sieci, póki chlebek jest ważniejszy niż ja.

Ps. Dziś idziemy projektować kuchnie. Jupi!

15 gru 2012

stres jest, ale klucze tez

Choreśmy. Katarzymy bardzo. I pokasłujemy. Robie co moge, ale nasz wtorkowy lot do polski jest pod znakiem zapytania... Chlip chlip... Zobaczymy, jeszcze pare dni mamy. Ale troche sie boje leciec z zakatarzonym maluchem, nie chce jej przysparzać bólu. Choć pani doktor powiedziała, że jeśli nie bedzie miałą gorączki - a nie ma - to wystarczą krope do nosa przed lądowaniem i przed startem, a w trakcie dac jej pić żeby przełykała, i powinna to przetrwać bez bólu. Ale my mamy przesiadkę w wawie, czyli wszystko razy dwa. I Zośka nigdy jeszcze nie leciała (w brzuchu się nie liczy :)), wiec nie wiem jak to zniesie. I jak zniosę to ja. I tysiąc pytań w głowie, co zabrać, co zostawić. Co z wózkiem. Co dać jej do picia_ Mozna pierś w trakcie lądowania? Czy muszę mieć butelke? Czy jak bedziemy sie męczyć przy pierwszym locie, to się przesiadać na pociąg do Krakowa?

stresuję się troszeczkę.

A teraz dobra wiadomość: W końcu mamy klucze od nowego mieszkania!!!

duzo później niż mieliśmy nadzieję, dlatego też o miesiac później złożymy wypowiedzenie, ale przynajmniej nie będziemy mieć stresu, jak coś sie poprzesuwa, że zostaniemy bez dachu nad głową.

Jakoś jeszcze to dla mnie wszystko nierealne. Ciagle jeszcze tylko w mojej głowie. Ale juz po świętach zacznie nabierać realnych kształtów.

Kafelki do łazienki juz wybrane!!!!

6 gru 2012

pół roczku!!!

Wiecie co było wczoraj???

Zosia skończyła pół roku!!!!! Należy się więc jakieś małe podsumowanie tego czasu.

Stanowczo muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba macierzyństwo. Ale pewnie wynika to w dużej mierze z tego, że mam takie spokojne i bezproblemowe dziecko. Bo że jest śliczna i mądra, to chyba nie muszę dodawać. :)

Delektuję się tym czasem. Czasem, kiedy Zosia mnie potrzebuje non stop, i to wzraźnie okazuje.
Uwielbiam, kiedy Zośka sie przed zaśnieciem do mnie przytula.
Albo kiedy sie budzi, i zaraz uspokaja, kiedy widzi, że ja jestem obok.
Albo kiedy szczerzy się do mnie w bezzębnym uśmiechu.
Albo kiedy rozkosznie sie rozciąga, kiedy się ją masuje po brzuszku.
Albo kiedy z podkówki strachu i niepewności, jak ją wkładamy do wanienki, wykwita rozbrajający i łobuzerski uśmiech, i zaczyna chlapać wodą ile wlezie.
Albo kiedy mróży oczy na chwilkę zanim łupnie czymś w stół.
Albo kiedy zasypia na spacerze przytulona do mnie w chuście.
Albo kiedy z taka straszną zajadłością mamla kawałek chleba.
Albo kiedy ją karmię piersią, a ona mnie głaszcze po włosach i twarzy.

Ale najbardziej uwielbiam, kiedy inni się nią zachwycają. :)

Ale nie przesadzajmy, nie jest cały czas różowo (na szczęście, bo nie lubię różowego). Czasem trzeba ją nosić cały dzień na rękach.
Czasem pluje tym co jej ugotuję.
Czasem potrawi nieźle podrapać, wytargać za włosy albo ukręcić nos. Czasem nawet podczas karmienia-które-powinno-być-przecież-cudowne.
Czasem zrzuca zabawkę pierdźilion razy, żeby tyleż samo razy oserwować, jak mama/tata ją podnosi.
Czasem potrafi zrobic kupe akurat w tej parosekundowej przerwie pomiędzy starą a nową pieluszką. Casem nawet na ręce rodzica.
Czasem potrafi osikać rodzicielke, kiedy ta ogrzewa ją własnym ciałem w oczekiwaniu na kąpiel.
Czasem potrafi napędzić niezłego stracha, jak zaczyna strasznie kaszleć w środku nocy.
Czasem (no, ostatnio to regóła) budzi się o kosmicznej 5.00 rano, i w najwyższych tonach jakie da rade wyprodukować wyśpiewuje arie na cześć nowego dzionka (dzionka??? jest 5.00 rano! środek nocy!!!!).

Ale to wszystko tylko czasem. I szybko o tym zapominiamy. Bo codziennie jesteśmy pod wrażeniem czegoś nowego.

Bo mała potrafi się już podnosić na kolanka, i na wyprostowanych rączkach wykonuje niedwuznaczne ruchy pupą. ("Jak byś była facetem, to bym powiedział, że ci babę wywiało" skwitował Lemur)
Znaczysię będziemy raczkować niedługo!

Bo potrafi bardzo intensywnie szukać trufli, czyli wycierać noskiem dziure w materacu.
Znaczysie zęby idą!

Bo wyrznęły się jej dwie jedynki na dole.
Znaczysie bedziemy niedługo gryźć matke.

Bo wydaje z siebie takie komiczne dźwięki, że moge jej godzinami słuchać. I patrzyć jak sie zapluwa po pas.
Znaczysie bedzie niedługo nawijać.

Bo uwielbia inne dzieci. Zaraz je chce dotykać, głaskać i (bądźmy szczerzy) drapać i wydłubywać oczka.
Znaczysie trzeba jej koniecznie braciszka zrobić.

Bo tak sie radośnie śmieje, jak tylko widzi tatę po powrocie z pracy.
Znaczysie córeczka tatusia nam rośnie.

hmmmm dłuuuuugo tak moge. :)
 











Czyż nie jest słodka?????????