Wiecie co było wczoraj???
Zosia skończyła pół roku!!!!! Należy się więc jakieś małe podsumowanie tego czasu.
Stanowczo muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba macierzyństwo. Ale pewnie wynika to w dużej mierze z tego, że mam takie spokojne i bezproblemowe dziecko. Bo że jest śliczna i mądra, to chyba nie muszę dodawać. :)
Delektuję się tym czasem. Czasem, kiedy Zosia mnie potrzebuje non stop, i to wzraźnie okazuje.
Uwielbiam, kiedy Zośka sie przed zaśnieciem do mnie przytula.
Albo kiedy sie budzi, i zaraz uspokaja, kiedy widzi, że ja jestem obok.
Albo kiedy szczerzy się do mnie w bezzębnym uśmiechu.
Albo kiedy rozkosznie sie rozciąga, kiedy się ją masuje po brzuszku.
Albo kiedy z podkówki strachu i niepewności, jak ją wkładamy do wanienki, wykwita rozbrajający i łobuzerski uśmiech, i zaczyna chlapać wodą ile wlezie.
Albo kiedy mróży oczy na chwilkę zanim łupnie czymś w stół.
Albo kiedy zasypia na spacerze przytulona do mnie w chuście.
Albo kiedy z taka straszną zajadłością mamla kawałek chleba.
Albo kiedy ją karmię piersią, a ona mnie głaszcze po włosach i twarzy.
Ale najbardziej uwielbiam, kiedy inni się nią zachwycają. :)
Ale nie przesadzajmy, nie jest cały czas różowo (na szczęście, bo nie lubię różowego). Czasem trzeba ją nosić cały dzień na rękach.
Czasem pluje tym co jej ugotuję.
Czasem potrawi nieźle podrapać, wytargać za włosy albo ukręcić nos. Czasem nawet podczas karmienia-które-powinno-być-przecież-cudowne.
Czasem zrzuca zabawkę pierdźilion razy, żeby tyleż samo razy oserwować, jak mama/tata ją podnosi.
Czasem potrafi zrobic kupe akurat w tej parosekundowej przerwie pomiędzy starą a nową pieluszką. Casem nawet na ręce rodzica.
Czasem potrafi osikać rodzicielke, kiedy ta ogrzewa ją własnym ciałem w oczekiwaniu na kąpiel.
Czasem potrafi napędzić niezłego stracha, jak zaczyna strasznie kaszleć w środku nocy.
Czasem (no, ostatnio to regóła) budzi się o kosmicznej 5.00 rano, i w najwyższych tonach jakie da rade wyprodukować wyśpiewuje arie na cześć nowego dzionka (dzionka??? jest 5.00 rano! środek nocy!!!!).
Ale to wszystko tylko czasem. I szybko o tym zapominiamy. Bo codziennie jesteśmy pod wrażeniem czegoś nowego.
Bo mała potrafi się już podnosić na kolanka, i na wyprostowanych rączkach wykonuje niedwuznaczne ruchy pupą. ("Jak byś była facetem, to bym powiedział, że ci babę wywiało" skwitował Lemur)
Znaczysię będziemy raczkować niedługo!
Bo potrafi bardzo intensywnie szukać trufli, czyli wycierać noskiem dziure w materacu.
Znaczysie zęby idą!
Bo wyrznęły się jej dwie jedynki na dole.
Znaczysie bedziemy niedługo gryźć matke.
Bo wydaje z siebie takie komiczne dźwięki, że moge jej godzinami słuchać. I patrzyć jak sie zapluwa po pas.
Znaczysie bedzie niedługo nawijać.
Bo uwielbia inne dzieci. Zaraz je chce dotykać, głaskać i (bądźmy szczerzy) drapać i wydłubywać oczka.
Znaczysie trzeba jej koniecznie braciszka zrobić.
Bo tak sie radośnie śmieje, jak tylko widzi tatę po powrocie z pracy.
Znaczysie córeczka tatusia nam rośnie.
hmmmm dłuuuuugo tak moge. :)
Czyż nie jest słodka?????????