Wzrost: ok 167 cm - bez zmian
Waga: 65 kg - 9 kg na plusie. I nie mam sie co przejmować, bo właśnie sobie poszukałam informacji w necie i mi wyszło, że wcale nie za dużo, że nawet do tyłu jestem. Więc zaraz pójde i dojem tego torcika, co go do kawy kupiłam (dla koleżanki, gwoli ścisłości, ale tylko ukroiła kawałeczek...)
Obwód w biuscie: 92 cm - już prawie nie rośnie.
Obwód brzucha: 90 cm - jakoś bez zmian... a zdjęcie temu przeczy, więc chyba źle mierze.
A tu jak widac, brzuszek rosnie. :)

I tak chciałam się wytłumaczyć, ja mam inne biustonosze, i nawet w nich chodzę, ale ten lubię najbardziej, i tak jakoś tylko on się łapie na zdjęcia...
DOLEGLIWOŚCI:
tak wiec jedną mam, a mianowicie Dziecię mnię gniecię. I to konkretnie. We wtorek rano sie zaczęło, ledwie dopiełam spodnie, które jeszcze w łikend leżały idealnie. W pracy mnie gniotły jak siedziałam, potem nawet jak stałąm . Wiec generalnie dzień spędziłąm w rozpiętych spodniach :). I koło południa zaczęło się intensywne uciskanie na dół. Ciężko jest mi to uczucie sprecyzować. To nie bolało, ale czułam, że mała leży intensywnie na szyjce macicy, pęcherzu i reszcie. Jak się ruszałą, to czułam ją bardzo nisko, tuż nad kością łonową, i to nie było przyjemne ruszanie, strasznie napinało sie to, co do tej pory w miare stabilne było.
Natychmiastowa wizyta u Ginia wykazała brak skurczy i szyjke macicy w stanie bardzo dobrym (prawie 4 cm), ale badanie organoleptycyne potwierdziło mocny ucisk na szyjke. I zaowocowało to zwolnieniem do końca tygodnia.
Tak wiec siedzimy sobie w domku, polegujemy, blogujemy, czytamy i surfujemy. A także gotujemy pysyności dla Lemura i pijemy kawusie z koleżankami. I mała tak jakby sie troche podniosła.
Ja mam podejrzenie. Ja myśle, że w weekend troche przesadziłąm z dźwiganiem - bo sie uparłam, że będę pomagać w wywożeniu starych mebli na skład i w skrecaniu nowych. Aw poniedziałek zafundowałam sobie prawie godzine intensywnego pływania po dwóch tygodniach przerwy. Po prostu przesadziłam. Wiec teraz sie oszczedzam i postaram się to sobie wpoić. Nic, co waży więcej niż dwa kilo, nie podnosimy.
A poza tym dolegliwości nie mam. No może poza coraz bardziej odczuwalnymi skurczami. To są chyba skurcze przepowiadające, ale moge się mylić. W każdym razie są coraz intensywniejsze, trwają tak 30 do 60 sekund, i pojawiają się tak ok 10 razy w ciągu dnia o najrpzniejszych porach. Często jak sie schylę, wstanę, albo coś podniosę. I śmieszne jest to, że brzuch przybiera wtedy takie różne kształty... W zależności jak jest dziecko ułożone. No i mam takie górki i dolinki.
Waga: 65 kg - 9 kg na plusie. I nie mam sie co przejmować, bo właśnie sobie poszukałam informacji w necie i mi wyszło, że wcale nie za dużo, że nawet do tyłu jestem. Więc zaraz pójde i dojem tego torcika, co go do kawy kupiłam (dla koleżanki, gwoli ścisłości, ale tylko ukroiła kawałeczek...)
Obwód w biuscie: 92 cm - już prawie nie rośnie.
Obwód brzucha: 90 cm - jakoś bez zmian... a zdjęcie temu przeczy, więc chyba źle mierze.
A tu jak widac, brzuszek rosnie. :)
I tak chciałam się wytłumaczyć, ja mam inne biustonosze, i nawet w nich chodzę, ale ten lubię najbardziej, i tak jakoś tylko on się łapie na zdjęcia...
DOLEGLIWOŚCI:
tak wiec jedną mam, a mianowicie Dziecię mnię gniecię. I to konkretnie. We wtorek rano sie zaczęło, ledwie dopiełam spodnie, które jeszcze w łikend leżały idealnie. W pracy mnie gniotły jak siedziałam, potem nawet jak stałąm . Wiec generalnie dzień spędziłąm w rozpiętych spodniach :). I koło południa zaczęło się intensywne uciskanie na dół. Ciężko jest mi to uczucie sprecyzować. To nie bolało, ale czułam, że mała leży intensywnie na szyjce macicy, pęcherzu i reszcie. Jak się ruszałą, to czułam ją bardzo nisko, tuż nad kością łonową, i to nie było przyjemne ruszanie, strasznie napinało sie to, co do tej pory w miare stabilne było.
Natychmiastowa wizyta u Ginia wykazała brak skurczy i szyjke macicy w stanie bardzo dobrym (prawie 4 cm), ale badanie organoleptycyne potwierdziło mocny ucisk na szyjke. I zaowocowało to zwolnieniem do końca tygodnia.
Tak wiec siedzimy sobie w domku, polegujemy, blogujemy, czytamy i surfujemy. A także gotujemy pysyności dla Lemura i pijemy kawusie z koleżankami. I mała tak jakby sie troche podniosła.
Ja mam podejrzenie. Ja myśle, że w weekend troche przesadziłąm z dźwiganiem - bo sie uparłam, że będę pomagać w wywożeniu starych mebli na skład i w skrecaniu nowych. Aw poniedziałek zafundowałam sobie prawie godzine intensywnego pływania po dwóch tygodniach przerwy. Po prostu przesadziłam. Wiec teraz sie oszczedzam i postaram się to sobie wpoić. Nic, co waży więcej niż dwa kilo, nie podnosimy.
A poza tym dolegliwości nie mam. No może poza coraz bardziej odczuwalnymi skurczami. To są chyba skurcze przepowiadające, ale moge się mylić. W każdym razie są coraz intensywniejsze, trwają tak 30 do 60 sekund, i pojawiają się tak ok 10 razy w ciągu dnia o najrpzniejszych porach. Często jak sie schylę, wstanę, albo coś podniosę. I śmieszne jest to, że brzuch przybiera wtedy takie różne kształty... W zależności jak jest dziecko ułożone. No i mam takie górki i dolinki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz