31 mar 2012

marketing dla rodzicow

Trzymamy sie twardo. Choc nie jest latwo, bo tyle pieknych rzeczy jest na rynku! Tyle kolorowych i edukacyjnych. No i przeciez moje dziecko ich potrzebuje! Bez nich nie bedzie sie normalnie rozwijac. Jesli ich nie kupie, to nie kocham mojego dziecka, jestem zla matka.

Kask dla raczkujacych? Stoleczki edukacycjne? Podgrzewacz do butelek? Sterylizator? Jezdziki, lezaczki i bujaczki? Wszystko, co tylko dusza zapragnie i jeszcze wiecej.

A dziecku tak niewiele potrzeba! Oczywiscie, ze czesc z tych rzeczy moze bardzo ulatwic nam zycie, ale czy ja wiem, ktore? Wole najpier zaopatrzyc sie w minimum (95% otrzymane w spadku) i dokupic pozniej, co bedzie trzeba.

Dzis bylam na dzieciecym pchlim targu. Wytrzymalam tam 15 minut, taki byl tlok i scisk. Ale co mnie zaskoczylo, panie sprzedajace co chwile odpowiadaly na jakies pytanie: nie wiem, nigdy tego nie uzylam. Naprawde, bardzo sie zdziwilam,  ze az tyle rzeczy to bylo! To ja tak nie chce. Wydawac majatek, a potem to sprzedawac na grosze, bo sie nie przydalo.

Ale my tez powiekszamy nasz dobytek. w zeszlym tygodniu kupilismy lozeczko dostawkowe (allegro), dwie chusty (allegro) i pare ksiazek (przecena w empiku). Jedyna nowa rzecz, to byl fotel bujany. Z podnozkiem. Taki jak chcialam. :) juz sie na niego ciesze. Bedziemy sie bujac, karmic i czytac ksiazki. :) Tylko trzeba na niego miejsce wygospodarowac...