Mamy problem i dyskusje z tym zwiazana. Lemur zaczyna w kwietniu nowa prace. I bedzie musial pojechac na miesiac do Nowej Zelandii. I dyskusja dotyczy tego kiedy...
Ja caly czas myslalam, ze bedzie to caly kwiecie, wiec luz, bo termin mam 04.06, wiec Lemur spokojnie zdazy. Ale teraz sie okazalo, ze wylot bedzie kiedys w kwietniu. Wiec rownie dobrze moze to byc pod koniec kwietnia, czyli Lemur wroci pare dni przed terminem, i moze nie zdazyc... Wiec wymyslil, ze poleci w lipcu. Ale pracodawca obiecal wziac to wszystko pod uwage, i sprobuje go wyslac jak najwczesniej w kwietniu, czyli tak, zeby wrocil najpozniej do 15 maja (ok 29 dni przed terminem). Ale Lemur chce w lipcu, na co ja sie nie zgadzam.
No i powiedzcie, jakie rozwiazanie jest lepsze? Tu argumenty moje i Lemura, moze ktos sie wypowie? Poda jakis dodatkowy argument?
Lemur, za lipcem
- w kwietniu bedzie sie stresowal, ze nie zdazy, i nie bedzie sie mogl skoncentrowac na pracy, bedzie sie caly czas martwil
- istnieje ryzyko, ze nie zdazy, a bardzo chcialby byc przy porodzie
- w lipcu przeciez dziecko bedzie mialo juz miesiac, wiec sobie dam rade
Ja, za kwietniem
- Jezeli wroci do 15 maja, to ryzyko, ze urodze do tej pory, jest minimalne, to jest prawie 20 dni. I jest to tylko ryzyko
- to ze dziecko bedzie w lipcu, i ze nie wiemy jak z nim bedzie, jest pewne
- jego obecnosc przy porodzie nie jest konieczna. byloby milo, ale bez niego tez najprawdopodobniej urodze, jak tysiace przede mna
- w razie porodu, jak jego nie bedzie, mamy pelno przyjaciol w okolicy, na pewno przyjada, zawiaza, pomoga. Moze pepowiny nie przetna, ale na pewno mnie samej nie zostawia
- ja czuje sie bardzo niepewnie, to nasze pierwsze dziecko, i nie mam pojecia, czy sobie poradze, chcialabym, zeby byl przy mnie. Moze bede miala Babyblus, moze bede chora, moze maly bedzie krzykaczem
- Lemurowi bedzie ciezko zostawiac malutkie dziecko (argument podwojnego taty, ktory powiedzial, ze jemu by peklo serce)
I co wy na to? Czy jeszcze o czyms nie pomyslelismy?
Ja caly czas myslalam, ze bedzie to caly kwiecie, wiec luz, bo termin mam 04.06, wiec Lemur spokojnie zdazy. Ale teraz sie okazalo, ze wylot bedzie kiedys w kwietniu. Wiec rownie dobrze moze to byc pod koniec kwietnia, czyli Lemur wroci pare dni przed terminem, i moze nie zdazyc... Wiec wymyslil, ze poleci w lipcu. Ale pracodawca obiecal wziac to wszystko pod uwage, i sprobuje go wyslac jak najwczesniej w kwietniu, czyli tak, zeby wrocil najpozniej do 15 maja (ok 29 dni przed terminem). Ale Lemur chce w lipcu, na co ja sie nie zgadzam.
No i powiedzcie, jakie rozwiazanie jest lepsze? Tu argumenty moje i Lemura, moze ktos sie wypowie? Poda jakis dodatkowy argument?
Lemur, za lipcem
- w kwietniu bedzie sie stresowal, ze nie zdazy, i nie bedzie sie mogl skoncentrowac na pracy, bedzie sie caly czas martwil
- istnieje ryzyko, ze nie zdazy, a bardzo chcialby byc przy porodzie
- w lipcu przeciez dziecko bedzie mialo juz miesiac, wiec sobie dam rade
Ja, za kwietniem
- Jezeli wroci do 15 maja, to ryzyko, ze urodze do tej pory, jest minimalne, to jest prawie 20 dni. I jest to tylko ryzyko
- to ze dziecko bedzie w lipcu, i ze nie wiemy jak z nim bedzie, jest pewne
- jego obecnosc przy porodzie nie jest konieczna. byloby milo, ale bez niego tez najprawdopodobniej urodze, jak tysiace przede mna
- w razie porodu, jak jego nie bedzie, mamy pelno przyjaciol w okolicy, na pewno przyjada, zawiaza, pomoga. Moze pepowiny nie przetna, ale na pewno mnie samej nie zostawia
- ja czuje sie bardzo niepewnie, to nasze pierwsze dziecko, i nie mam pojecia, czy sobie poradze, chcialabym, zeby byl przy mnie. Moze bede miala Babyblus, moze bede chora, moze maly bedzie krzykaczem
- Lemurowi bedzie ciezko zostawiac malutkie dziecko (argument podwojnego taty, ktory powiedzial, ze jemu by peklo serce)
I co wy na to? Czy jeszcze o czyms nie pomyslelismy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz