15 gru 2012

stres jest, ale klucze tez

Choreśmy. Katarzymy bardzo. I pokasłujemy. Robie co moge, ale nasz wtorkowy lot do polski jest pod znakiem zapytania... Chlip chlip... Zobaczymy, jeszcze pare dni mamy. Ale troche sie boje leciec z zakatarzonym maluchem, nie chce jej przysparzać bólu. Choć pani doktor powiedziała, że jeśli nie bedzie miałą gorączki - a nie ma - to wystarczą krope do nosa przed lądowaniem i przed startem, a w trakcie dac jej pić żeby przełykała, i powinna to przetrwać bez bólu. Ale my mamy przesiadkę w wawie, czyli wszystko razy dwa. I Zośka nigdy jeszcze nie leciała (w brzuchu się nie liczy :)), wiec nie wiem jak to zniesie. I jak zniosę to ja. I tysiąc pytań w głowie, co zabrać, co zostawić. Co z wózkiem. Co dać jej do picia_ Mozna pierś w trakcie lądowania? Czy muszę mieć butelke? Czy jak bedziemy sie męczyć przy pierwszym locie, to się przesiadać na pociąg do Krakowa?

stresuję się troszeczkę.

A teraz dobra wiadomość: W końcu mamy klucze od nowego mieszkania!!!

duzo później niż mieliśmy nadzieję, dlatego też o miesiac później złożymy wypowiedzenie, ale przynajmniej nie będziemy mieć stresu, jak coś sie poprzesuwa, że zostaniemy bez dachu nad głową.

Jakoś jeszcze to dla mnie wszystko nierealne. Ciagle jeszcze tylko w mojej głowie. Ale juz po świętach zacznie nabierać realnych kształtów.

Kafelki do łazienki juz wybrane!!!!

6 gru 2012

pół roczku!!!

Wiecie co było wczoraj???

Zosia skończyła pół roku!!!!! Należy się więc jakieś małe podsumowanie tego czasu.

Stanowczo muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba macierzyństwo. Ale pewnie wynika to w dużej mierze z tego, że mam takie spokojne i bezproblemowe dziecko. Bo że jest śliczna i mądra, to chyba nie muszę dodawać. :)

Delektuję się tym czasem. Czasem, kiedy Zosia mnie potrzebuje non stop, i to wzraźnie okazuje.
Uwielbiam, kiedy Zośka sie przed zaśnieciem do mnie przytula.
Albo kiedy sie budzi, i zaraz uspokaja, kiedy widzi, że ja jestem obok.
Albo kiedy szczerzy się do mnie w bezzębnym uśmiechu.
Albo kiedy rozkosznie sie rozciąga, kiedy się ją masuje po brzuszku.
Albo kiedy z podkówki strachu i niepewności, jak ją wkładamy do wanienki, wykwita rozbrajający i łobuzerski uśmiech, i zaczyna chlapać wodą ile wlezie.
Albo kiedy mróży oczy na chwilkę zanim łupnie czymś w stół.
Albo kiedy zasypia na spacerze przytulona do mnie w chuście.
Albo kiedy z taka straszną zajadłością mamla kawałek chleba.
Albo kiedy ją karmię piersią, a ona mnie głaszcze po włosach i twarzy.

Ale najbardziej uwielbiam, kiedy inni się nią zachwycają. :)

Ale nie przesadzajmy, nie jest cały czas różowo (na szczęście, bo nie lubię różowego). Czasem trzeba ją nosić cały dzień na rękach.
Czasem pluje tym co jej ugotuję.
Czasem potrawi nieźle podrapać, wytargać za włosy albo ukręcić nos. Czasem nawet podczas karmienia-które-powinno-być-przecież-cudowne.
Czasem zrzuca zabawkę pierdźilion razy, żeby tyleż samo razy oserwować, jak mama/tata ją podnosi.
Czasem potrafi zrobic kupe akurat w tej parosekundowej przerwie pomiędzy starą a nową pieluszką. Casem nawet na ręce rodzica.
Czasem potrafi osikać rodzicielke, kiedy ta ogrzewa ją własnym ciałem w oczekiwaniu na kąpiel.
Czasem potrafi napędzić niezłego stracha, jak zaczyna strasznie kaszleć w środku nocy.
Czasem (no, ostatnio to regóła) budzi się o kosmicznej 5.00 rano, i w najwyższych tonach jakie da rade wyprodukować wyśpiewuje arie na cześć nowego dzionka (dzionka??? jest 5.00 rano! środek nocy!!!!).

Ale to wszystko tylko czasem. I szybko o tym zapominiamy. Bo codziennie jesteśmy pod wrażeniem czegoś nowego.

Bo mała potrafi się już podnosić na kolanka, i na wyprostowanych rączkach wykonuje niedwuznaczne ruchy pupą. ("Jak byś była facetem, to bym powiedział, że ci babę wywiało" skwitował Lemur)
Znaczysię będziemy raczkować niedługo!

Bo potrafi bardzo intensywnie szukać trufli, czyli wycierać noskiem dziure w materacu.
Znaczysie zęby idą!

Bo wyrznęły się jej dwie jedynki na dole.
Znaczysie bedziemy niedługo gryźć matke.

Bo wydaje z siebie takie komiczne dźwięki, że moge jej godzinami słuchać. I patrzyć jak sie zapluwa po pas.
Znaczysie bedzie niedługo nawijać.

Bo uwielbia inne dzieci. Zaraz je chce dotykać, głaskać i (bądźmy szczerzy) drapać i wydłubywać oczka.
Znaczysie trzeba jej koniecznie braciszka zrobić.

Bo tak sie radośnie śmieje, jak tylko widzi tatę po powrocie z pracy.
Znaczysie córeczka tatusia nam rośnie.

hmmmm dłuuuuugo tak moge. :)
 











Czyż nie jest słodka?????????


8 lis 2012

Stalo sie!

Umarl w butach, jak to mawiala moja babcia. Znaczysie odwrotu nie ma, choc nie mam pojecia,czemu on musial w tych butach umrzec.

No ale co to sie stalo, pytacie? Ano mieszkanie kupilismy!!!

Cale 78 m2 stanie sie naszym domem na nastepne nascie lat. Juz w myslach planuje, mebluje, ustawiam i urzadzam. Ale najpierw remont, wiec czytam o podlogach, wannach i rodzajach zmywarek. A tyle jeszcze nie wiem! Tyle decyzji trzeba bedzie podjac! Ach ach! Alez to ekscytujace!

I wcale mnie nie przeraza wizja kamienia mlynskiego u szyi w postaci kredytu ma 10 lat. Bo to bedzie NASZE. :-) 

3 lis 2012

sprawozdanie

Powodow niepisania jest wiele, ale mozna je sprowadzic do jednego: Life.

A tak naprawde, to maz kupil mi taka mala zabaweczke, na ktorej fantastycznie sie serfuje, ale fatalnie pisze. A zdjec z aparatu wcale sie nie da zciagnac. A ze w lifie duzo sie dzieje, wiec nawet nie mam czasu wlaczyc laptopa. A poniewaz szalenstwo jeszcze trwa, tak wiec czasu ciagle jeszcze mam niewiele.

Zoska spi, ja sie czuje po japonsku, ale daje rade, maz ciupie w giere, a laptop wlaczony po raz pierwszy od miesiecy, wiec czym predzej kozystam, i zdaje relacje z ostatdnich DWOCH (masakra!) miesiecy. Sprawozdanie bedzie punktowe w porzadku chronologicznym, a potem pare zdjec

1. Najpierw byla tygodniowa wizyta tesciow
2. Potem przyjaz mojego brata z synkiem oraz mamy
3. A wszysy oni zjechali sie na chrzest, ktory odbyl sie  09.09.2012
4. Mama zostala przez tydzien,
5. a zaraz potem my pojechalismy na tygodniowy urlop do Slowenii
6. Tydzien dochodzilismy do siebie,
7. a zaraz potem obie z Zoska sie rozchorowalysmy
8. I nie wiedziec jak stal sie pazdziernik
9. A potem, to juz temat tylko jeden: mieszkanie. Caly miesiac szukalismy mieszkania, ja kazda chwile spedzalam na przeczesywaniu internetu w poszukiwaniu czegos dla nas, dzwonieniu do maklerow i jezdzenia na terminy ogladania. Jak mieszkanie mi sie spodobalo, i nikt go nie kupil w miedzyzasie ( w Monachium panuje szalenstwo mieszkaniowe!), to umawialismy sie na nastepny termin, z Lemurem. I dwa tygodnie temu znalezlismy cos, i rzucilismy sie w wir zalatwiania. Teraz czekamy na decyzje banku odnosnie kredytu. Jak tylko dostaniemy potwierdzenie, to mieszkanie bedzie nasze. AAAAAAAAAAAAAAAA :) Ale o tym innym razem, teraz fotorelacja:

Wrzesniowa wizyta teściów i wycieczki po okolicy




Zosia z moją mamą

Moj brat z synkiem Kubusiem

:)
MY

Tuz przed chrztem
Chrzest





Urlop w Slowenii










Zoska, 4 miesiace (czyli zdjecia z 04.10)




Zocha uwielbia kąpiele!
Moja córka i jej narzeczony Kubuś. Mamy nadzieje, ze zatwierdzi nasz wybór. A my mamy nadzieje, ze Kuba bedzie tak fajny, jak jego rodzice. Pozdrawiamy!


4 wrz 2012

Ale skok!

Dobra, to ja juz wiem jak wyglada skok rozwojowy! Naprawde nie spodziewalam sie, ze to bedzie naprawde SKOK! Myslalam, ze to jakas taka metafora czy cos... a tu niespodzianka, ktos mi w nocy dziecko podnienil!

 Caly zeszly tydzien marudzila. Zle jadla, nie raz sie zdazylo, ze darla sie jak jej chcialam dac cyca, przerwy czterogodzinne pomiedzy posilkami byly calkiem normalen, a nie raz sie zdazyly poldniowe. Do tego problemy  z zasypiaiem, marudzenie, caly czas chciala byc noszona, przytulana. Chyba ja troche przerazal ten swiat widziany nowymi oczami, bo czesto taka wtulona patrzyla... i patrzyla..

Az wczoraj zaczela jesc. Co dwie godziny, co poltorej, a na koniec co godzine. Po wieczornym jedzeniu o OK. 19.00 zjedlismy kolacje i wrzucilismy Zoske do kapieli. Po wyjeciu mala zaczela sie drzec jak opetana. Nosilismy,tulilismy, moze zmarzla? Moze zmeczona? Moze ja cos boli? Po jakims czasie stwierdzilam, ze moze cyc ja uspokoi? No i sie okazalo, ze Zoska byla znow glodna. Nieee, ona umierala z glodu! Po godzinie! Naprawde nas tym zaskoczyla... Mlekodajnia przez chwile miala trudnosci z nastarczeniem Nektaru, ale juz po paru godzinach zwiekszyla produkcje tak, ze az to czulam!


A dzis? Dzis Zoska ni z tego ni z owego zaczela:
- przewracac sie z pleckow na boczek
- smiac do cyca i samej glowke w strone cyca krecic i przesowac
- podciagac sie do siadu chwycona za obige raczki
- lapac zabawke obiema raczkami i przysowac ja sobie do dziobka w celach omamlania.

No i sami powiedzcie, czy to nie jest cala masa nowych umiejetnosci? I to w jedna noc?

Dzis wzmozony apetyt ciagle trwa, na zmiane z glebokim snem. Ciekawe czym nas Zoska jutro zaskoczy? Moze sie odezie po arabsku, zacznie szydelkowac, albo salto w powietrzu zrobi? Ciekawam bardzo.

Ps. Zoska skonczyla dzis trzy mieisace!


26 sie 2012

biedna Zosia...

Juz trzy razy zgubilam Zoske. Raz udalo mi sie ja odnalezc, choc dopiero po trzech dniach. Ledwie ja uratowalam, juz nie miala sily plakac. Raz sie prawie udusila poduszka. A ostatnio miala robaki w oczach (fuj!) i szukalam na to lekarstwa.

Czy ktos moze wylaczyc te moje sny?

Ja chyba teraz nadrabiam, ze w ciazy nie snilam o niej. Ale czemu wszystkie musza byc takie negatywne? To chyba moje strachy i leki o nia wychodza...

22 sie 2012

kocyk

Dostalismy od cioci Kasi z dalekiej Irlandii. Jest wlasnorecznie wydziergany, przesliczny, kolorowy i interaktywny. Jest troche jeszcze za cieply na te pore roku, ale za pare miesiecy na pewno bedzie czesto w uzytku. Na razie Zoska sie zapoznaje z mieszkancami arki. :)



19 sie 2012

to przez pogode...

Coooooo???? To juz trzy tygodnie minely od ostatnieo wpisu???? Niemozliwe! Jak ten czas leci! Ale na swoje wytlumaczenie mam przepiekna pogode w tym czasie. No co zrobicie, nie chce nam sie siedziec w domu. A ze spimy dlugo, bo najczesciej do 10.00 - 11.00, wieczory spedzamy z Lemurem na integrowaniu sie, to jakos niewiele czasu nam zostaje. A dni do siebie podobne, wiec umykaja jeden za drugim.

No a coz u nas slychac? Zoska 4.08 miala dwumiesiecznice. Pozatym rozwija sie z dnia na dzien i rosnie jak na drozdzach. Powoli zblizamy sie juz do 6-ciu kilo. A co potrafi? No w sumie jeszcze niewiele z perspektyty doroslego czlowieka, ale to co juz osiagnela, to dla nas olbrzymie kroki, bo widzimy jaka to roznica w porownaniu do noworodka.

Tak wiec Zoska sie usmiecha pelna geba. Normalnie smieje sie od ucha do ucha jako odpowiedz na nasz usmiech. I do tego czasem wyda z siebie dzwiek przypominajacy takie "hheeeeeehh". Traktujemy to jako przedetap glosnego smiechu.

Zaczyna gaworzyc. Jak ma z rana dobry humor, to gada sobie na przewijaku do zawieszek, albo do mnie. Mimo mlodego wieku bardzo duzo ma juz do powiedzenia. Ghuuu, gaaaa, ggg i takie tam inne ciekawe rzeczy. Ale nawija niezle. Lemur juz teraz sie boi, ze bedzie miala jak ta mala:


Zoska juz skoordynowala oczy z glowka. To jest naprawe olbrzymia zmiana! Jest w stanie przekrecac glowke w strone ruszajacych sie rzeczy. A ze juz widzi coraz wiecej, wiec coraz czesniej znajdzie sie jakis interesujacy przedmiot w polu widzenia.

Z tym widzeniem jest niestety zwiazana pewna niespokojnosc. O ile w domu spanie idzie nam calkeim dobrze, o tyle w wozku albo na kocyku jest ciezko, bo ilosc atrakcji do ogladania jest powalajaca.

Juz powoli coraz lepiej koordynuje swoje raczki. Potrafi je trzymac przed twarza i ogladac. I coraz czesciej udaje jej sie trafic do ust jak ma ochote possac, a smoczek akurat wpadl.

A pozatym przesliczna, przecudna i kochana jest. :)

Jednym slowem genialna jest ta nasza cora. Ale dosc slow, pora na zdjecia. :)


Mam dwa miesiace!
Pierwsza kapiel w duuuzej wannie. I do tego z tata.
Pierwsza wycieczka w gory.

Przytulanie-chustowanie