I kiedy ja tlumacze, argumentuje i przekonuje, a to nie pomaga, to wtedy strzelam focha.
No to nie. To jest mi obojetne. Nie, nie wiem jak. Nie, nie mam innej propozycji.
Nooooooo, napraaaawde tak baaaardzo ci zalezy? No to moooooze sie zgodze.....
I za jakis czas od nowa.....
Ale czy warto tak nalegac? Moze powinnam zrezygnowac? No bo jak faktycznie bedzie mu sie juz zawsze zle kojarzyc? Co jak naprawde dzieci sie beda smialy?
Ale z drugiej strony, czy powinnam rezygnowac z marzenia? Z obietnicy danej wiele lat temu samej sobie? Obiecalam sobie i jemu, mojemu dziadkowi, ze moj pierworodny (na pewno bedzie pierwszy syn!) dam na imie po nim. Dziadka nigdy nie znalam, zmarl tuz przed moimi narodzinami. Ale kocham go i tak. To chyba przez mame, ktory bardzo duzo nam o nim opowiadala. Byl niezwyklym czlowiekiem. Kiedys moze opowiem wiecej.
No bo sami powiedzcie, czy imie FRANCISZEK jest takie straszne?
Franek
Franio....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz